Czy polskiego rolnika zjedzą zmutowane kanadyjskie korporacyjne kurczaki – czyli 33 pytania i odpowiedzi na temat CETA i wolnego handlu

Drukuj

Zarówno z tzw. "prawicy" jak i tzw. "lewicy" słychać głośne protesty przeciwko planowanym umowom Unii Europejskiej o wolnym handlu z Kanadą (CETA) i USA (TTIP). Argumentacja przeciwników wolnego handlu opiera się w przeważającej części na ideologii nacjonalistycznej, socjalistycznej lub syntezie tych dwóch. Czas więc tworzone przez te ideologie mity na temat czy to CETA czy swobodnej wymiany handlowej obalić, aby antyrynkowa narracja nie była dominującą w debacie publicznej. Wolny handel jest przecież wspólnym interesem konsumentów i producentów, pracowników i pracodawców, mieszkańców Europy, USA, Kanady, biednych i bogatych.

Propaganda przeciwko wolnemu handlowi i umowom ustanawiającym strefy wolnego handlu wykorzystuje powtarzanie kilku przewodnich haseł, które potem żyją własnym życiem. I tak najczęściej powtarzane argumenty przeciwników CETA to:
• Utrata (ponoć 200 tysięcy) miejsc pracy
• Rządy korporacji / pozbawienie suwerenności
• Zalew GMO, eksterminacja polskiego rolnictwa, obniżenie jakości żywności
Brzmi groźnie. Tyle że nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością.

W dyskusji nad CETA, TTIP i wolnym handlem spotykałem się w ostatnich dniach z mniej więcej tymi samymi pytaniami i wątpliwościami. Uporządkujmy je więc w przejrzystej formie FAQ (frequently asked questions – często zadawane pytania), aby wyjaśnić o co właściwie w tych umowach chodzi i odnieść się do najczęściej słyszanych zarzutów. Warto także odpowiedzieć na pytania co będziemy mieć z CETA, bądź ogólnie z wolnego rynku. Poza dwoma pierwszymi pytaniami wprowadzającymi czy definiującymi CETA i TTIP, wszystkie inne są rzeczywistymi pytaniami (cytowanymi dosłownie lub parafrazowanymi), jakie zadawano mi w ostatnich dniach, odkąd publicznie przedstawiałem (m.in. poprzez Facebook, Twitter oraz w dyskusji w programie Studio Polska) swoje stanowisko popierające CETA i wolny handel jako taki. Przejdźmy więc do pytań – i odpowiedzi.

Pytania ogólne – o czym w ogóle mówimy?

Q1: Czym jest CETA?

A: CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement; Kompleksowa Umowa Gospodarczo-Handlowa) jest porozumieniem o wolnym handlu pomiędzy Unią Europejską a Kanadą. Treść porozumienia była negocjowana między 2009 a 2014 rokiem i właśnie od 2014 r. treść umowy jest znana. Kolejne dwa lata zajął przegląd umowy pod względem prawnym. Wreszcie w lipcu 2016 r. Komisja Europejska zaproponowała jej ratyfikację, przyjmując jednak charakter umowy „mieszanej”. Z tego wynika, że oprócz zatwierdzenia przez instytucje unijne będzie ratyfikowana przez poszczególne państwa. To duże ustępstwo wobec tych, którzy zarzucają „narzucanie” umowy państwom członkowskim. Sprawa dotyczy bowiem traktatu handlowego, który wcale nie musiałby co do zasady być ratyfikowany przez państwa członkowskie. Gdy CETA wejdzie w życie, znikną niemal wszystkie cła pomiędzy Unią Europejską a Kanadą. Niemal, bo będą od tego nieliczne wyjątki na niektórych rynkach, gdzie obowiązywać mogą kwoty, cła lub dodatkowe regulacje – albo okresy przejściowe. I tak wyeliminowane zostaną wszelkie cła na produkty przemysłowe – prawie wszystkie od razu po wejściu w życie umowy , a reszta w ciągu 7 lat. Podobnie w zakresie rybołówstwa ostatnie cła (ale i kwoty) znikną po 7 latach. Najwięcej okresów przejściowych i wyłączeń będzie w rolnictwie, ale i tutaj prawie 91% ceł kanadyjskich i ponad 92% europejskich zostanie wyeliminowane od razu, a i te liczby jeszcze odrobinę wzrosną w przeciągu kilku lat. Wyłączenia spod liberalizacji dotyczyć będą głównie rynku nabiału i drobiu (w mniejszym zakresie innych mięs) oraz niektórych zbóż (zwł. kukurydzy). CETA zastąpi wiele bilateralnych umów handlowych pomiędzy poszczególnymi państwami UE a Kanadą, ale znacząco poszerzy zakres wolnego handlu w całej strefie.

Q2: Czym jest TTIP?

A: Ściśle mówiąc: „czym będzie TTIP”, bo dokładny kształt tej umowy jeszcze nie jest znany – i nie ma pewności czy faktycznie uda się ją wynegocjować. TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership) ma być analogiczną umową o wolnym handlu pomiędzy Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Negocjacje nad tą umową trwają od 2013 roku, trudno jednak przewidzieć kiedy się zakończą. Nie można oczywiście w tej chwili ocenić, czy kształt tej umowy będzie optymalny czy od optymalnego daleki. Mimo to – tak dalece, jak umowa miałaby zapewnić swobodną wymianę handlową między USA a UE – można patrzeć na nią z nadzieją, a nie obawą. Jeśli uda się doprowadzić do jej zawarcia, dwie największe gospodarki świata będą handlować ze sobą bez zbędnych utrudnień. Stanowiłoby więc to ogromny potencjał wzrostu dla i tak zamożnych i potężnych gospodarek. Najostrożniejsze szacunki mówią o co najmniej 0,5 pp wzrostu PKB u każdej ze stron – a za tym setki tysięcy nowych miejsc pracy. Duże obawy budzi jednak to, czy TTIP nie przegra z protekcjonistycznym populizmem. Zawarcie umowy (jak i innych umów handlowych, w które jest lub miały być zaangażowane USA, np. porozumienie TPP – Partnerstwo Transpacyficzne) niestety stało się jednym z „zakładników” amerykańskiej kampanii prezydenckiej.

Q3: Dlaczego CETA liczy 1600 stron? Czy nie sprawia to, że jest kompletnie nietransparentna?

A: CETA to szczegółowa umowa powstała w toku kilkuletnich negocjacji. Obejmuje uzgodnienia dotyczące zniesienia ceł, ale także specjalnych postanowień dla poszczególnych rynków, gdzie strony nie były gotowe na pełną liberalizację, bądź też gdzie restrykcje będą znoszone stopniowo. Wyłączenia te w istocie obejmują jednak niewielki odsetek wymiany handlowej (przykładowo rynki drobiu i nabiału). W niektórych wypadkach pozostaną też kryteria ilościowe (kwoty) na niektóre produkty (znów najczęściej rolnicze). Umowa precyzuje jednak wiele spraw, które określają warunki umożliwiające wprowadzenie wolnego handlu, m.in..: uznanie unijnych definicji produktów regionalnych, ochrona własności intelektualnej, zniesienie subsydiów eksportowych, zasady dostępów do portów a nawet ułatwienia w zakresie testowania produktów wprowadzanych na rynek. Wreszcie, by umowa nie pozostała jedynie zbiorem pobożnych życzeń, gwarantowany jest mechanizm ochrony inwestycji i rozstrzygania sporów na wypadek, gdyby któraś ze stron nie przestrzegała postanowień umowy na niekorzyść drugiej strony lub podmiotu (np. przedsiębiorstwa) z niej pochodzącego. Z całą pewnością w idealnym świecie można sobie wyobrazić umowę znacznie prostszą, krótszą i bardziej przejrzystą. Z całą jednak pewnością presja polityczna rozmaitych grup interesu utrudniłaby znacznie (a pewnie uniemożliwiła) jej wprowadzenie w życie. Stąd też stoimy w obliczu umowy dobrej i korzystnej dla wszystkich, choć zapewne nie idealnej. To lepsze, niż brak umowy i brak wolnego handlu między UE a Kanadą.

Wolny rynek i wolny handel

Q4: Po co państwa stosują cła i inne restrykcje?

A: Najczęściej w wyniku fałszywie rozumianego czy fałszywie definiowanego „własnego interesu narodowego” albo interesu poszczególnych sektorów. Fałszywie, bo protekcjonizm w praktyce nigdy nie prowadzi do obrony interesu gospodarki go stosującej. Wiele było teorii ekonomicznych sugerujących autarkię (gospodarkę zamkniętą) lub merkantylizm (gospodarka wprawdzie otwarta na handel, ale błędnie traktująca handel jako grę o sumie zerowej, w której celem jest pozyskanie jak największego udziału ze skończonych zasobów pieniężnych – a tymi, w owych czasach były metale szlachetne). Teorie te okazały się fałszywe – w rzeczywistości najszybciej bogaciły się kraje otwarte na wolny i swobodny handel. Mimo to oparty na miksturze autarkii i sterowanego politycznie merkantylizmu protekcjonizm pozostawał popularny. Głównym powodem występowania tendencji protekcjonistycznych były i są przyczyny polityczne, a może precyzyjniej – populistyczne. Ludzie z reguły boją się konkurencji, mimo że ta jest korzystna dla ogółu społeczeństwa. I tak przykładowo cła na produkty rolne cieszą się poparciem rodzimych rolników, bo ci nie muszą się troszczyć o niższą cenę czy wyższą jakość jeśli cło skutecznie eliminuje zagranicznego konkurenta. Społeczeństwo na tym traci – jest skazane na mniejszy wybór produktów lub na wyższą cenę – ale rolnicy stają się klientelą układu politycznego, który to cło gwarantuje. Przykład rolników był tu zupełnie arbitralny. Rolnicy przecież – nawet w dość agrarnej Polsce – nie stanowią przecież większości społeczeństwa. Gdy jednak dokładnie ten sam mechanizm zadziała w wielu innych sektorach gospodarki, tworzy się już potężna sieć stref wpływów. W państwach będących naszymi potencjalnymi partnerami handlowymi działa ten sam mechanizm. I właśnie dlatego politycy skłonni są raczej utrzymywać cła i restrykcje niż je jednostronnie znosić. To też tłumaczy, dlaczego najbardziej realistycznym sposobem (choć jak wspomniałem, w teorii nieidealnym – patrz Q3) zniesienia barier celnych i pozataryfowych są umowy o wolnym handlu, takie jak CETA – to właśnie w toku negocjacji pomiędzy państwami porzuca się po kolei interesy grup bojących się konkurencji, patrzących krótkowzrocznie właśnie przez pryzmat jej unikania, na rzecz spójnej umowy przecinającej na raz te niezdrowe mechanizmy które tu opisuję.

Q5: Czy nie wystarczy po prostu znieść cła – po co do tego umowy handlowe?

A: W idealnym świecie – pewnie lepiej. Tylko jak bez umowy i bez porozumienia zapewnić w praktyce, że państwa ot tak, wielostronnie, znoszą cła, skoro jest wiele powodów (politycznych, nie ekonomicznych!) że dotąd je utrzymywały? Ponadto, bez określenia umownie sposobów egzekwowania warunków wolnego handlu (nawiązuję tu do arbitrażu, o którym kilka dalszych pytań znajdziecie niżej) zapewnić, że faktycznie tych barier nie będzie i państwa nie wycofają się z wolnego handlu przy pierwszej lepszej okazji (gdy tak będzie wygodnie grupie politycznej rządzącej choć jednym z zainteresowanych krajów)? Tak więc choć mogę sobie wyobrazić wprowadzenie wolnego handlu w sposób o wiele bardziej idealny, to jednak umowy handlowe są sposobem najbardziej praktycznym. Spójrzmy jeszcze na jedną strefę wolnego handlu, w jakiej jesteśmy. Unia Europejska jest przecież jednolitym, wspólnym rynkiem, z którego wszyscy korzystamy. Z pewnością nie jest idealna: mamy do czynienia z ogromną biurokracją, marnotrawieniem pieniędzy na rozmaite chybione programy (choćby Wspólna Polityka Rolna), śmiejemy się z regulowania poziomu krzywizny bananów. A jednak mało kto kwestionuje, że na członkostwie w UE skorzystaliśmy – właśnie poprzez pełen dostęp do wspólnego rynku i 4 swobód (tj. swobodnego przepływu towarów, usług, ludzi i kapitału). CETA nie jest więzią tak silną (nie tworzy wspólnoty o charakterze polityczno-gospodarczym ani jednolitego rynku) ale również zmierza w kierunku poszerzenia wolności gospodarczej. Pomimo wad, takich jak szczegółowe regulacje jakie wprowadza (patrz też Q3) – jest realistycznie najpraktyczniejszym sposobem ustanowienia wolnego handlu.

Q6: To może znieśmy cła dla innych krajów, nie tylko Kanady i USA? [niektórzy przeciwnicy wolnego handlu podają tu przykład Chin, przekonując, że wolny handel z Chinami - krajem bardzo niskich cen produkcji - miałby być katastrofą dla gospodarek rozwiniętych, takich jak UE]

A: Ależ w wypadku bardzo wielu krajów tak właśnie się dzieje. Stref wolnego handlu się potworzyło na świecie całkiem sporo, a kolejne są w fazie negocjacji. Mamy NAFTA obejmujące Amerykę Północną (w tym właśnie Kanadę). Mamy także liczne porozumienia handlowe pomiędzy UE a wieloma innymi państwami i prawie półtora tysiąca umów dwustronnych państw UE z państwami trzecimi. CETA w tym wypadku wyjątkowa jest raczej ze względu na wielkość gospodarki Kanady w stosunku do innych państw, z którymi UE ma takie porozumienia – choć TTIP, jeśli wejdzie w życie, będzie mieć jeszcze większą siłę oddziaływania. Są także liczne porozumienia państw azjatyckich. Pamiętajmy wreszcie, że sama Unia Europejska jest także (choć oczywiście nie ogranicza się do tego, mając też silny wymiar polityczny) strefą wolnego handlu, która wyewoluowała dalej, tworząc jednolity rynek. Co do wolnego handlu z Chinami brak w tej kwestii widocznej woli politycznej póki co, choć z pewnością byłoby to korzystne dla konsumentów. Silna może być natomiast presja producentów europejskich, spośród których wielu musiałoby się przekwalifikować. Koronnym argumentem przeciw jest dumping oraz sztuczne zaniżanie wartości juana. Być może to się prędzej czy później wydarzy – ale byłoby to przedmiotem zupełnie innej umowy handlowej. Nie zmienia to jednak faktu, że cła wobec Chin są stopniowo obniżane! Na rynkach azjatyckich mamy zaś umowę UE z Koreą Południową, na której obie strony wymiernie korzystają.

Q7: Czy wolny handel doprowadzi do monopoli?

A: Wręcz przeciwnie! Niemal wszystkie monopole z jakimi mamy do czynienia są wynikiem działalności państwowej, niedopuszczającej konkurencji (czy to podmiotów prywatnych wewnątrz kraju, czy właśnie podmiotów zewnętrznych). Bardzo często takie monopole mają charakter ustawowy, bądź wynikają z objętego politycznymi protekcjami skupywania podmiotów prywatnych przez publiczny, albo też wreszcie aktywnej polityki dyskryminacyjnej państwa wobec podmiotów prywatnych (czasem np. prowadzenie przetargów tak długo, aż wygra go podmiot państwowy – przykładem były działania na rynku pocztowym w Polsce!). Stworzenie monopolu na wolnym rynku, zwłaszcza w warunkach wolnego handlu międzynarodowego jest bardzo trudne i rzadkie w stosunku do monopoli państwowych czy quasi-państwowych. Jeszcze trudniejsze jest jego utrzymanie przy stosowaniu praktyk monopolistycznych. Nieliczne wyjątki od tej zasady dotyczą tzw. „naturalnych monopoli”, czyli sytuacji, kiedy minimalna efektywna skali prowadzenia danego rodzaju działalności gospodarczej jest zbliżona lub nawet większa do całkowitych rozmiarów rynku na dany produkt. Ale nawet wtedy wystarczy regulacja tego rynku pod kątem praktyk monopolistycznych – no i wreszcie nie sposób wyobrazić sobie w jaki niby sposób potencjalny nowy konkurent zagraniczny miałby zwiększyć (a nie zmniejszyć) ryzyko stworzenia na tym rynku monopolu. Przeciwnie, wraz z rozwojem innowacji jest szansa na taką redefinicję tego rynku, że okazja do praktyk monopolistycznych jest niwelowana – właśnie przez pojawienie się innowacyjnego konkurenta zagranicznego.

Q8: Czy Korea Południowa nie zbudowała swojej gospodarczej potęgi na protekcjonizmie? [padały różne przykłady rzekomych sukcesów gospodarczych protekcjonizmu, implikacje wszędzie były jednak podobne, a przykład Korei pojawia się w dyskusji najczęściej]

A: Nie. Fundamentem rozwoju gospodarczego Korei Południowej były wartości inherentne dla kapitalizmu: z jednej strony etos pracy (bardzo ukorzeniony kulturowo), z drugiej nacisk na edukację (a więc to co nazywamy podażową stroną ekonomii). Autokratyczny charakter rządów z początków reform (zwł. za rządów generała Parka) ułatwił ograniczenie roli związków zawodowych i prawa do strajków. Rozwiązania takie mogłoby przerazić zwolenników „praw socjalnych”, a które jednak miało ogromny wpływ na wzrost konkurencyjności. Czas rządów Parka istotnie cechował się interwencjonizmem gospodarczym i protekcjonizmem (choćby poprzez wysokie cła i rolę państwa w industrializacji), tyle że to właśnie było się najsłabszym elementem koreańskiej gospodarki. Po śmierci Parka protekcjonistyczna i interwencjonistyczna polityka okazała się nie do utrzymania. Już w latach 70-tych Korea Południowa miała do czynienia z kryzysem gospodarczym, presją inflacyjną i problemami związanymi z długiem zagranicznym. I wreszcie – nie była to gospodarka w żaden sposób innowacyjna – przeciwnie, opierała się niemal wyłącznie na imitacji. Tak więc w latach 80-tych nastąpiła głęboka liberalizacja i odejście od protekcjonizmu. Dopiero wtedy gospodarka koreańska zaczęła się naprawdę modernizować. A wielkie koncerny wspierane przez państwo (tzw. „czebole”) – choć najbardziej znane w świecie – udział w PKB zaczęły tracić. Jednocześnie coraz więcej kapitału miało pochodzenie prywatne. Tezy więc o wybitnej roli rządu w sukcesie koreańskim są więc mocno na wyrost. Porównajmy zresztą Koreę z otwartymi na handel międzynarodowy od długiego czasu Hongkongiem i Singapurem by dostrzec, że rezygnując z wolnego handlu w początkowej fazie transformacji Korea przegapiła wiele ze swoich szans. Wreszcie jednak i Koreańczycy zdali sobie sprawę z korzyści wolnego rynku. W ostatnich latach nawet jeszcze bardziej – od 2011 roku obowiązuje umowa o wolnym handlu między Koreą Południową a Unią Europejską. Na tej umowie zyskała i Korea, i UE (w tym także Polska, której eksport do Korei wzrósł o kilkadziesiąt procent, co przyniosło nam nawet 5 tysięcy nowych miejsc pracy!).

Q9: A w Europie mamy Wspólną Politykę Rolną – czy więc sami nie naruszamy wolnego rynku?

A: Tak, mamy i warto podkreślić, że Wspólna Polityka Rolna jest jedną z najgorszych polityk Unii Europejskiej. Powoduje marnotrawienie pieniędzy europejskich podatników i prowadzi do utrzymania nieefektywnej struktury gospodarki (w której mamy do czynienia z nadprodukcją żywności i konserwowaniem nadmiernego zatrudnienia w rolnictwie). Od lat trwają przymiarki do jej reformy (choć idealna byłaby jej całkowita likwidacja), ale woli politycznej na razie brakuje by te plany wcielić w życie. Tylko, że to w żaden sposób nie jest argument przeciwko CETA. Koszty Wspólnej Polityki Rolnej będziemy ponosić tak długo, jak w Europie nie zapadną decyzje, by ją zlikwidować, niezależnie od CETA.

Q10: Kto odnosi korzyści z wolnego handlu – silniejsi czy słabsi?

A: To jest kluczowe pytanie, ale odpowiedź na nie uzmysławia, że opiera się ono na nieprawdziwym założeniu. Korzyści z wolnego handlu odnoszą obie strony – w przeciwnym razie nie tworzą one rynku i nie dochodzi do wymiany. Korzyści te wcale nie wymagają, by obie strony handlu międzynarodowego miały przewagę absolutną w choćby części wymienianych między sobą dóbr. Nawet jeśli jedna ze stron jest bardziej efektywna w produkcji wszystkich dóbr, to i ta mniej efektywna ma ekonomiczny interes w wolnej wymianie handlowej. Powinna ona produkować i eksportować w to, w czym jej niekorzystne położenie jest relatywnie mniejsze, a importować to, gdzie „silniejsza” strona ma jeszcze większą przewagę. Mowa tu o tzw. „korzyściach komparatywnych”, czyli względnej – a niekoniecznie absolutnej – przewagi w efektywności przy produkcji jednych dóbr w stosunku do innych. Już wtedy, jak łatwo wykazać – obie strony osiągają korzyść ekonomiczną, niż gdyby wszystko produkowały same. Strony wymiany handlowej powinny się więc specjalizować w produkcji tych dóbr, gdzie mają choćby relatywną przewagę. Specjalizując się, dodatkowo zwiększają swoją efektywność – to więc jeszcze zwiększa korzyści ekonomiczne z handlu dla obu stron tej wymiany. I tu dochodzimy do sedna sprawy i odpowiedzi na pytanie. Jako że obie strony korzystają z wymiany handlowej, niezależnie od tego, czy mają absolutne przewagi w wymianie handlowej niektórych dóbr, czy też jedna ma przewagę w produkcji wszystkich dóbr – praktycznie zawsze obie strony mają jakieś przewagi komparatywne. To oznacza, że pojęcie strony „silniejszej” czy „słabszej” bardziej zaciemnia obraz handlu międzynarodowego, niż go wyjaśnia.

Q11: A Meksyk (czy USA) to czasem nie straciły na NAFTA?

A: Absolutnie nie. W internetowej publicystyce często znajdujemy przerzucanie liczbami, ile to miejsc pracy miało ubyć w Meksyku (czy też w USA albo Kanadzie) w wyniku porozumienia NAFTA (obejmującego właśnie Meksyk, Kanadę i USA – porozumienie to obowiązuje od 1994 r.), tyle że są to liczby wzięte – mówiąc kolokwialnie – z sufitu. Wpływ NAFTA na zatrudnienie w Meksyku był nieznacznie pozytywny. Nieznacznie, bo Meksyk zaniechał reform wewnętrznych, więc korzyści z handlu gospodarczego niwelowane były przez nieefektywną strukturę gospodarczą. Korzyści dla społeczeństwa meksykańskiego objawiły się głównie w poziomie cen podstawowych produktów (a więc w zwiększonej sile nabywczej). Gdyby Meksyk przeprowadził inne reformy gospodarcze, znalazłby też przełożenie na większy spadek bezrobocia i poziomu ubóstwa oraz wzrost gospodarczy. Możemy więc w wypadku Meksyku mówić o pewnej niewykorzystanej szansie. Między bajki można natomiast włożyć propagandę antyglobalistów, wedle których na Meksyk spadły plagi egipskie. Odkąd obowiązuje NAFTA, wymiana handlowa Meksyku i USA prawie się potroiła. Napłynęły do Meksyku całkiem spore bezpośrednie inwestycje zagraniczne i wiele kapitału, opanowana została inflacja. Problemy Meksyku dotyczą natomiast czynników wewnętrznych: wciąż istniejących monopoli, przestępczości, korupcji. Jeśli coś można NAFTA zarzucić w kwestii monopoli, to fakt, że umowa nie szła za daleko, i na przykład nie wymusiła otwarcia wielu sektorów (np. energetyki czy transportu) na zagraniczną konkurencję. Dość zabawne w kontekście krytyki NAFTA jest to, że rzekome „tragiczne” efekty są przypisywane różnym stronom porozumienia w zależności od tego, czyim interesom politycznym taka retoryka ma służyć. Często słyszymy o rzekomym zabieraniu miejsc pracy w Meksyku przez USA i Kanadę w wyniku NAFTA, ale zdarza się propaganda odwrotna. Populistyczną retorykę w USA uprawia przecież teraz Donald Trump, obwiniający… Meksykanów o zabieranie amerykańskich miejsc pracy. Dwie strony dokładnie tej samej bajki.

Skutki CETA – typowe zarzuty przeciwników

Q12: Czy po wprowadzenia CETA, TTIP polscy rolnicy / przedsiębiorcy zbankrutują?

A: To zależy, czego dotyczy to pytanie. Jeśli ktoś prowadzi swój biznes w sposób nieefektywny, sprzedaje towary zbyt drogo lub oferuje zbyt niską jakość – być może tańsza lub lepsza konkurencja go pokona. Tyle tylko, że to przecież dla gospodarki korzystna sytuacja. Konkurencja motywuje, by produkować lepiej lub sprzedawać taniej. Wtedy i tylko wtedy, gdy mamy presję konkurencyjną producent jest zmotywowany do oferowania większej wartości konsumentowi, a społeczeństwo bogaci się jako całość. Prawdopodobne w obliczu konkurencji jest także przekształcenie struktury produkcji z mniej na bardziej efektywną.
Zarzut ten jest chybiony także dlatego, że dokładnie ten sam można postawić wobec przedsiębiorców (czy rolników) z Kanady. Oni także otwierają się na konkurencję. I – podobnie jak w wypadku Europy – jako całość społeczeństwo Kanady na tym zyska. W wypadku obu rynków będziemy mieć do czynienia ze zwiększeniem konkurencyjności – czyli w efekcie z bardziej efektywną alokacją zasobów – czyli w efekcie zwiększonym poziomem dobrobytu i zamożności konsumentów oraz większym zatrudnieniem (tak na rynku kanadyjskim (CETA)/ amerykańskim (TTIP), jak i europejskim.

Q13: A co z rolnictwem europejskim?

A: Rolnictwo europejskie otworzy się na pewną presję konkurencyjną, zwłaszcza pod względem ceny. Niestety, nie będzie to pełne otwarcie, a szkoda! Po pierwsze, mamy wymienione wyłączenia z zakresu obowiązywania CETA na niektórych rynkach rolnych (np. nabiał czy mięso drobiowe) lub kwoty. Po drugie, wciąż obowiązywać będą europejskie standardy w zakresie wymagań żywności – zniesienie ceł nie oznacza więc automatycznego dopuszczenia na rynek, np. GMO. Po trzecie, rynek rolny wciąż zaburzać będzie Wspólna Polityka Rolna. To powinno uspokoić rolników, którzy boją się konkurencji, choć osobiście uważam to za wadę CETA. Pełne otwarcie rynku rolnego na Kanadę (i USA, zakładając podpisanie także z nimi umowy handlowej) pozwoliłoby na realizację jeszcze większego zakresu korzyści dla konsumentów: zwiększył by się wtedy wybór (czy chcą kupować produkty według standardów europejskich, czy amerykańskich, a może produkty niszowe), spadłyby ceny, podatnicy nie płaciliby na nieefektywne subsydia a alokacja zasobów (w tym zatrudnienia) w poszczególnych sektorach stałaby się bardziej efektywna. Możemy więc powiedzieć, że w zakresie rolnictwa CETA (i pewnie TTIP, choć tu do ostatecznego kształtu na razie za wcześnie) jest nie zbyt radykalna, a za mało radykalna.

Q14: Czy wprowadzenie w życie CETA oznacza likwidacje miejsc pracy?

A: To jedna z najbardziej absurdalnych manipulacji przeciwników handlu. Przeciwnie, wolny handel prowadzi nie tylko do wzrostu zatrudnienia, ale i do bardziej efektywnej struktury zatrudnienia. Ludzie zaczynają się lepiej specjalizować, pracować efektywniej i w sektorach, na które jest większe zapotrzebowanie. Szacuje się, że dodatkowy miliard euro rocznego eksportu z Unii Europejskiej to 14 tysięcy nowych miejsc pracy. Patrz też: Q12.

Q15: A nie powinniśmy bać się zalewu GMO?

A: Absolutnie nie. Po pierwsze dlatego, że CETA wcale nie otwiera nas na rynek GMO. CETA znosi cła, natomiast nie znosi standardów produkcji żywności i dopuszczenia na rynek obecnych w Europie. Po drugie, fakt, że CETA nie otwiera nas na rynek GMO jest wadą a nie zaletą CETA! To konsumenci powinni decydować, jakie produkty kupować i mieć w tym zakresie wybór. Patrz też: Q:13. Po trzecie, nie ma absolutnie żadnych wiarygodnych badań wskazujących na szkodliwość GMO, często natomiast GMO ułatwia walkę ze szkodnikami czy zwiększa odporność roślin na czynniki klimatyczne. Straszenie GMO jest typowym, szamańskim mitem nie znajdującym jakiegokolwiek potwierdzenia w faktach i w badaniach naukowych na ten temat. Po czwarte, z wieloma formami modyfikacji genetycznych żywności mamy do czynienia, również na rynkach europejskich od lat – i większość z nas nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Jeśli jest naprawdę o co walczyć w kwestii GMO, niezależnie od CETA, to o właściwe znakowanie i rzetelną informację co do obecności czy charakteru GMO w danych produktach – tak, aby wybór był naprawdę świadomy.

Q16: Czy nie będziemy skazani na żywność gorszej jakości?

A: Nie. Po pierwsze dlatego, że standardy europejskie i tak będą obowiązywać po wprowadzeniu CETA (patrz Q:13 i Q:15). Po drugie, nawet gdyby otwarcie rynków rolnych było pełne i pozbawione wyjątków i wyłączeń, to doprowadziłoby raczej do wzrostu wyboru i spadku cen. Nawet jeśli konsumenci chętniej by wybierali produkty tańsze, ale masowe, to i tak nic by nie stało na przeszkodzie, by równolegle prowadzić sprzedaż droższych, ale produkowanych tradycyjnie. Zawsze będzie też zresztą nisza „produktów ekologicznych” czy moda na „organic food” – a przynajmniej tak długo, jak będzie na nią popyt. A co jeśli jednak nie będzie na coś takiego popytu? Cóż, byłby dowód na to, że nie jest to konsumentom potrzebne – ale to akurat najmniej prawdopodobny scenariusz.

Q17: Czy Kanada dzięki CETA będzie mogła sprzedawać wszystko to, co u siebie?

A: Nie, w Europie będą obowiązywać europejskie standardy, w Kanadzie – kanadyjskie. Znaczącym ułatwieniem dla przedsiębiorców będzie natomiast założenie o jednokrotnym testowaniu produktów co do spełniania norm jakości. To akurat wielka ulga dla małych i średnich przedsiębiorstw – dla największych korporacji nigdy nie było to tak wielkim obciążeniem uwzględniając skalę działalności.

Q18: Czy nie staniemy się niewolnikami korporacji?

A: To częsty zarzut, ale daleki od jakiejkolwiek treści merytorycznej. Korporacje są takim samym uczestnikiem rynku, jak małe czy średnie przedsiębiorstwa. Wszystkie w wolnorynkowej gospodarce są potrzebne. Tak długo, jak nie ma groźby monopolu (jego zaistnienia, czy bardziej – groźby stosowania praktyk monopolistycznych, bo to te ostatnie są bezpośrednim zagrożeniem dla konsumenta), tak i nie ma powodu by się bać korporacji, a tym bardziej mówić o ich „rządach”, „dominacji” czy o „zniewoleniu” przez nie. Nie należy dawać im przywilejów – należy je po prostu traktować jako podmioty na rynku, takie same jak mniejsze firmy – i zapewniać równe traktowanie przez prawo. CETA w tym zakresie niczego nie utrudnia. A jeśli już mówimy o monopolach – zdecydowana większość monopoli i praktyk monopolistycznych dotyczy… wcale nie nastawionych na zysk prywatnych przedsiębiorstw, a przedsiębiorstw czy instytucji państwowych! Niekorzystne dla konsumentów praktyki monopolistyczne urzeczywistniane są najczęściej właśnie tam, gdzie państwa uznają jakieś usługi czy sektory gospodarcze za „strategiczne” czy arbitralnie uznają je za „usługi publiczne”. Tu akurat – uczciwie należy przyznać – CETA zawodzi, explicite podkreślając, że państwa będą miały możliwość „chronienia” usług publicznych przed konkurencją. Zabawne jednak, że przeciwnicy CETA – będący w przytłaczającej większości wypadków przeciwnikami wolnego rynku – próbują przekonywać że będzie inaczej i straszą podporządkowaniem państw korporacjom, które odtąd będą mogły przejąć wszelkie usługi publiczne. Nie będą mogły – a szkoda! Konkurencja i deregulacja sektorów gospodarki dotąd arbitralnie uznawanych za „strategiczne” byłaby w interesie nie tylko korporacji, ale przede wszystkim w interesie konsumentów. Patrz także Q7.

Q19: Jak zapobiec zdominowaniu naszej gospodarki przez północnoamerykańskie banki?

A: Jest to kolejne z często pojawiających się pytań w istocie abstrakcyjnych. Po pierwsze – CETA nie tworzy (a można przypuszczać, że i TTIP nie będzie) żadnych przewag dla banków kanadyjskich (czy amerykańskim) nad europejskimi czy odwrotnie. Po drugie, abstrahując od CETA czy TTIP – również sektory finansowe powinny być otwarte na konkurencję. Po trzecie, w tej konkurencji instytucje europejskie wcale nie wydają się szczególnie słabe – wiele z największych grup bankowych na świecie to instytucje z m.in. Niemiec, Francji, Hiszpanii czy Włoch (i oczywiście Wielkiej Brytanii, choć ta akurat żegna się z UE). Po czwarte, sprawny sektor finansowy jest absolutnie niezbędny do prawidłowego rozwoju gospodarek. Jedna rzecz ku przestrodze: istotne jest jednak faktyczne utrzymywanie takich regulacji bankowych, aby minimalizowały ryzyko, że kiedykolwiek podatnicy czy to europejscy, czy amerykańscy będą musieli płacić za straty banków. W tym zakresie akurat im bliższa współpraca regulacyjna pomiędzy obydwiema stronami Atlantyku, tym lepiej. Pamiętać jednak też należy o rzeczywistej przyczynie kryzysu finansowego sprzed kilku lat. Kryzys ten przecież byłby niemożliwy, gdyby nie nieodpowiedzialna polityka władz monetarnych, zachęcająca ongiś do podejmowania zbyt dużego ryzyka i niewłaściwej wyceny tego ryzyka, a więc i nadmiernej emisji kredytu.

Q20: Co będę miał z CETA/TTIP/wolnego handlu jako konsument?

A: Przede wszystkim większy wybór produktów w bardziej przystępnych cenach. Otwieramy nasz rynek na produkty kanadyjskie (czy w przypadku TTIP – amerykańskie), nie blokując ich cłami. To sprawia, że nasi rodzimi producenci muszą konkurować z tymi zza Atlantyku. To Ty, jako konsument, będziesz decydował, jakie i czyje wybrać. Konkurencja zaś zmusza producentów do oferowania mi niższej ceny i/lub wyższej jakości. Poprawia się więc Twoja siła nabywcza, a więc i Twoja zamożność – liczona nie tylko w pieniądzu, a w tym na co realnie Cię stać.

Q21: Co będę miał z CETA/TTIP/wolnego handlu jako mały/średni przedsiębiorca?

A: Większy rynek zbytu i możliwość stworzenia kontaktów i relacji handlowych z kimś z drugiej strony globu. Nawet jeśli nie prowadzisz żadnych bezpośrednich interesów z Kanadą czy USA, możesz korzystać z środków produkcji stamtąd, albo z półproduktów sprowadzanych z tych krajów, za które odtąd nie zapłacisz cła. Do Polski i reszty Europy wreszcie szybciej trafi tamtejsze know-how (zresztą, dziać się to będzie obie strony). Oczywiście, otwierasz się na konkurencję z drugiej strony Atlantyku, ale ta konkurencja to przecież główny motor rozwoju Twoich produktów czy usług. I wreszcie pamiętaj, że i tak jesteś również konsumentem (patrz Q20).

Q22: Czy to prawda, że CETA i TTIP zniszczą europejskie „zdobycze socjalne” (ochrona zdrowia, usługi publiczne, sztywne kodeksy pracy itp.)

A: Nie, choć w wielu wypadkach aż prosi się dodać „niestety”. Słabą stroną europejskiej gospodarki jest przerośnięty socjal, nadmierna obecność państwa w gospodarce, monopole z polityczną protekcją w „sektorach strategicznych” czy „usługach publicznych”, sztywny kodeks pracy niszczący zatrudnienie i szkodzący innowacyjności. CETA jednak stanowi, że kanadyjskie firmy na europejskim rynku będą podlegać europejskim regulacjom. Nadal też będą mogły utrzymywać monopole jeśli uznają, że chronią w ten sposób „usługi publiczne” (zobacz Q7 i Q18). Można jednak liczyć na presję konkurencyjną w kwestii liberalizacji modelu zarządzania gospodarką.

Arbitraż

Q23: Co to jest arbitraż i do czego jest potrzebny?

A: Arbitraż jest mechanizmem rozstrzygania sporów. W wypadku umów handlowych do trybunałów arbitrażowych odwołać się może strona, której prawa wynikłe z umowy handlowej zostały naruszone. I tak przykładowo, gdy państwo uczestniczące w umowie handlowej podjęło decyzję, narażając zagranicznych przedsiębiorców na straty, przedsiębiorcy ci mogą wystąpić o rozstrzygnięcie sporu i – jeśli mają rację – uzyskać odszkodowanie. Arbitraż jest niezbędnym elementem jakiejkolwiek umowy handlowej. Gdy go brakuje, ogromne staje się ryzyko, że umowa nie będzie przestrzegana, bo zabraknie jakichkolwiek elementów jej egzekwowania. Instytucje i mechanizm rozstrzygania sporów, której istota jest podobna do sądów arbitrażowych tak naprawdę zawiera praktycznie każda wiążąca umowa międzynarodowa, nie tylko handlowa. Weźmy analogicznie przykład Europejską Konwencję Praw Człowieka – gdzie ponadnarodowo spory rozstrzyga Europejski Trybunał Praw Człowieka, do którego można się odwołać właśnie w wypadkach, gdy prawa człowieka wynikłe z konwencji naruszyło państwo. Analogię znajdziemy też w samej Unii Europejskiej, gdzie łamanie postanowień traktatów przez państwo członkowskie może się spotkać z interwencją Komisji Europejskiej lub Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Wreszcie – wracając do umów handlowych – Polska już teraz jest związana kilkudziesięcioma umowami o wolnym handlu, w których podlega arbitrażowi.

Q24: Czym różni się ISDS od ICS i z którym będziemy mieć do czynienia?

A: Większość umów o wolnym handlu zawiera w sobie postanowienia o arbitrażu opartym na zasadach ISDS (Investor-state dispute settlement – rozstrzygaie sporów między inwestorem a państwem), gdzie spory rozstrzygane są w ramach doraźnego arbitrażu. Tak działają niemal wszystkie dotychczasowe umowy handlowe (państwa UE mają ich łącznie zawartych niemal półtora tysiąca). W CETA następuje jednak bardzo istotna zmiana tego mechanizmu. W odpowiedzi na zarzuty o niewystarczającą transparentność w ramach CETA ustanawiany będzie arbitraż oparty o mechanizm ICS (Investment Court System – system sądu do spraw inwestycji). Będziemy mieć więc do czynienia ze stałym sądem arbitrażowym przypominającym nieco międzynarodowe instytucje sądownicze takie jak ETPC czy ETS. Sędziowie w ramach ICS będą stałymi funkcjonariuszami publicznymi na podstawie z umowy międzynarodowej. Sąd arbitrażowy będzie dwuinstancyjny. Będzie składał się z (co najmniej – bo liczba może być zwiększona) 15 przedstawicieli, w równej liczbie z odpowiednio z: Kanady; krajów Unii Europejskiej; krajów trzecich. CETA przewiduje szereg kryteriów i kwalifikacji sędziowskich (doświadczenie sędziowskie, doświadczenie w prawie międzynarodowym i w arbitrażu, niezależność tak od rządów jak i od organizacji, kwalifikacje etyczne poparte kodeksem postępowania). Sędziowie do spraw muszą być przydzielani losowo, aby uniknąć podejrzeń o stronniczość. Cały proces będzie zapewniać przejrzystość i jawność postępowania.

Q25: Czy arbitraż pozbawia nas suwerenności?

A: Nie, rolą arbitrażu jest egzekwowanie zawartych umów, do których kraje się zobowiązują. Brak możliwości egzekwowania umów międzynarodowych czyniłby te umowy całkowicie bezwartościowymi. Odejście od ISDS na rzecz ICS w wypadku CETA sprawia, że właściwie poziom „suwerenności” się zwiększa a nie zmniejsza. Obecnie przecież z Kanadą Polska ma umowę inwestycyjną opartą właśnie o mechanizm ISDS. Co do konieczności form międzynarodowej kontroli nad zawieranymi umowami międzynarodowymi – patrz także Q23.

Q26: A nie jest tak, że w arbitrażu zawsze wygrywa korporacja, bo stać ją na prawników?

A: Nie jest. Z ogromnej ilości umów handlowych mamy już całkiem sporo przykładów różnych rozstrzygnięć arbitrażowych. Niektóre na korzyść państw, inne na korzyść inwestorów. Należy także podkreślić, że wcale nie chcielibyśmy sytuacji, w której inwestor stoi na straconej pozycji. Gdyby tak było, oznaczałoby, że umowa nie jest przestrzegana i jest martwa. Idealna (czyli sprawiedliwa) sytuacja to ani taka, że zawsze wygrywa przedsiębiorstwo, ani państwo, tylko że zawsze wygrywa ta strona, która ma rację. Jeśli więc państwo naruszyło postanowienia umowy na niekorzyść firm – powinno przegrać. Jeśli nie naruszyło – skarga firmy powinna być oddalona. Przykładów bezzasadnych i odrzuconych w arbitrażu skarg jest wiele. Najgłośniejsze, ale absolutnie nie jedyne przykłady to sprawy przegrana przez Phillip Morris z rządem Urugwaju co do umowy między Urugwajem a Szwajcarią w sprawie domniemanych strat PM spowodowanych prawem antynikotynowym oraz sprawa Chemtura Corporation przeciwko Kanadzie o domniemane naruszenie postanowień NAFTA. Oczywiście wiele innych spraw wygrywały też firmy, co dobrze świadczy o egzekwowaniu postanowień umów. Natomiast jeśli chodzi o kwestie transparentności w wydawaniu decyzji, tu na pewno wiele pomoże mechanizm ICS, o czym szerzej w Q24.

Tryb wprowadzania

Q27: Dlaczego negocjacje nad CETA / TTIP są tajne – jak mamy popierać umowy, których nie znamy?

A: Sam proces negocjowania umów handlowych, zwłaszcza gdy negocjacje uwzględnić muszą wiele partykularyzmów i doprowadzić do kompromisów, praktycznie zawsze jest tajny. To normalna, a wręcz oczywista praktyka dyplomacji. Nie ma natomiast mowy o tajności w momencie ratyfikowania umów. Pełen tekst wynegocjowanej umowy CETA jest – w wersji angielskiej – dostępny od 2014 roku. Następnie tekst został zweryfikowany pod względem prawnym i przetłumaczony na wszystkie języki Unii Europejskiej. Polska wersja umowy CETA jest dostępna pod tym linkiem: http://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/?uri=CELEX:52016PC0444

Q28: Na czym polega zgoda na tymczasowe obowiązywanie CETA?

A: Zgodnie z art. 30. 7 ust. 3 Umowy CETA, umowa ta może być tymczasowo stosowana przed końcem pełnej ratyfikacji. W przypadku Unii Europejskiej warunkiem tymczasowego stosowania jest decyzja Rady Unii Europejskiej. Pełne wejście w życie umowy zaś nastąpi po zawarciu jej przez Radę w imieniu UE, zgody Parlamentu Europejskiego oraz zakończeniu procedur ratyfikacyjnych w krajach członkowskich. Polski Sejm zgodził się na stosowanie tymczasowe umowy. Niestety, jednocześnie przyjął bezpodstawnie, że pełna ratyfikacja wymagać będzie zastosowania art. 90 Konstytucji, a więc poprzeć umowę będzie musiało aż 2/3 posłów oraz 2/3 senatorów. To bardzo wysoka poprzeczka, więc pojawiło się w ten sposób zupełnie niepotrzebne niebezpieczeństwo zablokowania ratyfikacji umowy.

Q29: Czy CETA to furtka do wprowadzenia TTIP „tylnymi drzwiami”?

A: CETA i TTIP to dwie zupełnie niezależne umowy, choć obie służyć mają poszerzaniu wolności gospodarczej w międzynarodowej wymianie handlowej. Umowy trudno porównywać z tego powodu, że kształt CETA już znamy, a TTIP jeszcze nie, bo negocjacje trwają i dalekie są od konkluzji. Trudno je też porównać ze względu na wielkość rynków. Kanada nie jest wcale małą gospodarką, ale zarówno UE jak i USA są nieporównywalnie większymi rynkami, więc efekt wejścia w życie TTIP zapewne byłby silniejszy. Czy więc CETA wprowadzi TTIP tylnymi drzwiami? Raczej nie, choć i tu należy powiedzieć, że niestety nie. Można sobie oczywiście wyobrazić tworzenie filii amerykańskich firm w Kanadzie, ale trudno będzie w ten sposób wykorzystać pełen potencjał wolnego rynku w odpowiedniej skali. Wygląda więc na to, że na wolny handel pomiędzy UE a USA będziemy musieli jeszcze poczekać.

Q30: Czy CETA i TTIP to nie jest taka nowa ACTA?

A: Nie. ACTA – zarzucona w 2012 roku, koncentrowała się na ochronie własności intelektualnej, zdecydowanie nadmiernie rozszerzając to pojęcie. Choć ochrona własności intelektualnej jest ważna dla rozwoju gospodarki, to interpretacja tego pojęcia jest mniej oczywista, niż w wypadku własności fizycznej. ACTA szła w kierunku gdzie zbyt szeroko czy opacznie pojmowana własność intelektualna w istocie sprowadzała się do ograniczania wolności. Cele CETA i TTIP są zupełnie inne. Choć niektóre zapisy CETA też dotyczą ochrony własności intelektualnej, to ich forma budzi znacznie mniejsze kontrowersje. Głównym celem CETA (i TTIP) jest rzeczywista wymiana handlowa pomiędzy obydwoma krajami – a to w wypadku ACTA była kwestia drugoplanowa.

Kto broni wolnego handlu, a kto go zwalcza

Q31: Dlaczego socjaliści i nacjonaliści jednoczą się w zwalczaniu CETA i TTIP?

A: Jest to ciekawe zagadnienie, które wykracza poza bieżące komentowanie polityki, a wkracza w sferę idei, filozofii polityki i systemów wartości. A jednak – sprowadza się do czynników bardzo prostych. Niemal wszystkie (z nielicznymi wyjątkami) argumenty przeciw CETA czy TTIP z jakimi się spotkałem sprowadzają się właśnie albo do idei socjalistycznych, albo nacjonalistycznych. Te pierwsze obejmują całą argumentację opartą na przestrzeganiu przed rzekomą utratą miejsc pracy, spadkiem dochodu, straszeniem korporacjami i dzikim kapitalizmem, które miałyby doprowadzać do klęsk w wymiarze społecznym, warunków bytowych i ekonomicznych, bezrobocia czy biedy. Te drugie to najczęściej straszenie domniemaną utratą suwerenności, przywoływaniem argumentów trybalistycznych (o tym jak ktoś komuś ma coś odebrać, np. kanadyjski rolnik – polskiemu rolnikowi). W rzeczywistości te dwie ideologie łączy ze sobą całkiem sporo. I nawet pomijając już analogie do najpełniejszej syntezy ideologii narodowych z socjalistycznymi – tj. mrocznych czasów narodowego socjalizmu w rozumieniu hitlerowskim (zaraz by ktoś tu zarzucił w dyskusji „reductio ad Hitlerum”) – z łatwością znajdziemy ich wspólne źródła. W obydwu wypadkach mamy do czynienia z podporządkowaniem wolności jednostki instytucji kolektywnej: czy to społeczeństwu albo klasie robotniczej w różnych wariantach filozofii socjalistycznej, czy to narodowi i narodowemu państwu w wypadku nacjonalizmu. Jeszcze bliżej się one schodzą, gdy to podporządkowanie jest tłumaczone retoryczną figurą, że oto naród-suweren bronić musi społeczeństwo czy jego klasy przed obcą korporacją. I to właśnie przekłada się na potępienie kapitalizmu, korporacji i arbitrażu. Zupełnie więc socjaliści i nacjonaliści deprecjonują fakt, że państwo może być rzeczywiście winne naruszenia czyichś jednostkowych praw, a nawet praw pewnych grup jednostek. Konsekwencje takiego myślenia są drastyczne – prowadzą więc do braku ochrony jakiegokolwiek prawa własności prywatnej i absolutne podporządkowanie jednostki lub dobrowolnych organizacji państwu. Skoro nie ma nikogo, gdzie od krzywd wyrządzanych przez państwo można by się odwołać, to prawa jednostki są niczym. I w tymże właśnie myśleniu – całkowicie nie do zaakceptowania dla liberałów – doskonale odnajdują się socjaliści i nacjonaliści, stąd też i ich przymierze w sprzeciwie wobec CETA i wolnego handlu jako takiego.

Q32: Czy jesteś lobbystą, skoro bronisz CETA i tak zawzięcie promujesz swoje posty na ten temat? Kto ci za to płaci?

A: To pytanie i odpowiedź kieruję do wszystkich „hejterów”, którzy zarzucali mi, że widzą na temat CETA moje posty w wielu miejscach, które muszą być wedle ich mniemania opłacone przez międzynarodową lobbyingową sitwę powiązań korporacyjnych dążących do panowania nad światem :) Od dawna działam na forum publicznym na rzecz wolnościowych idei. Gdy mam poczucie, że rozpowszechnianie tych idei jest konieczne – nie waham się tych idei promować na tyle, na ile jestem w stanie, tak, aby idee te docierały do możliwie największego grona i miały możliwie szeroki zasięg. Takie właśnie poczucie mam także w wypadku CETA, umów handlowych i wolnego handlu – zwłaszcza w sytuacji gdy jesteśmy poddawani presji retoryki grup antywolnościowych. Czy mam w tym jakiś interes? Oczywiście – na wolnym rynku i wolnym handlu zyskam tak, jak całe społeczeństwo.

Q33: Dlaczego stajesz w jednym szeregu z PiS, które poparło CETA?

A: Nie popieram PiS, więcej: uważam PiS za jedno z największych zagrożeń politycznych dla wolności jednostki w Polsce. A jednak także PiS oceniam po owocach, a nie po swych własnych założeniach. Jeśli PiS przyczyni się do wprowadzenia CETA czy innej umowy zwiększającej poziom wolnego handlu, niezależnie od swojej ogólnej oceny polityki PiS działania te pochwalę. Na razie jednak zasługi PiS we wprowadzaniu CETA są mniej niż mierne. Przegłosowana niedawno uchwała Sejmu co do sposobu ratyfikacji CETA zawiera w sobie elementy, które… znacząco zmniejszają szanse na wprowadzenie CETA. Bez jakiegokolwiek powodu PiS zdecydował, że CETA będzie wymagać ratyfikacji w trybie przewidzianym w art. 90 Konstytucji (czyli większością 2/3 posłów oraz 2/3 senatorów) a nie zwykłą większością. To niestety może uniemożliwić ratyfikację, jeśli PiS się w głosowaniu podzieli (a już dziś część posłów tej partii deklaruje swój sprzeciw wobec CETA).

Czytaj również
  • Tomasz Kisielewski

    W sobotę idę protestować przeciw TTIP i CETA, więc intelektualna uczciwość nakazuje mi odpowiedzieć na ten artykuł tłumacząc czemu. Powinienem pewnie zaznaczyć, że więcej wiem o TTIP, więc momentami będę zadawał pytania, na które odpowiedzi mogą unieważniać część zarzutów w kwestii CETA.

    Zacznę może od argumentów moim zdaniem niedostatecznie poruszonych w Pana FAQ.

    Po pierwsze wspomina Pan krótko o niepokojach, że te umowy są „ACTA wprowadzanym tylnymi drzwiami” i uspokaja Pan, że nie zawierają takich zapisów. Niestety zapisy dotyczące praw autorskich i patentowych w TTIP (wersji „wyciekniętej” jakiś czas temu) były również bardzo niepokojące. To jest obecnie, w erze informacji, niezmiernie istotna kwestia i trzeba bardzo uważać na wszelkie zmiany pogarszające przepisy związane z własnością intelektualną. Co prawda spodziewam się, że CETA w tej kwestii jest mniej groźna od TTIP, ale wciąż zapewne wprowadza w tych przepisach niebezpieczne zmiany. Jeśli w tej kwestii nie mam racji, to będę wdzięczy za korektę.

    Koleją ważną i właściwie nie poruszoną kwestią jest wprowadzanie regulacji środowiskowych. O ile można argumentować, że jakość żywności się nie pogorszy z powodu zmniejszenia regulacji (jak Pan robi w artykule; nie wydaje mi się to być podejściem realistycznym, ale to jest osobna sprawa), o tyle nie widzę w jaki sposób można zachować ochronę środowiska bez owych. Ten zarzut znów opiera się głównie na mojej znajomości TTIP, więc być może CETA nie dotyczy (znów będę wdzięczny za korektę).

    Co do ICS to przede wszystkim chciałem podziękować za wyjaśnienie różnic z ISDS, bo niestety lenistwo nie pozwoliło mi sprawdzić tego samemu. Jeśli dobrze rozumiem, te zmiany odnoszą się do zarzutów związanych z niezależnością arbitrażu (w przypadku ISDS miałem co do tego bardzo poważne wątpliwości). Niestety nie wiem czy są też zmiany odnoszące się do innych wątpliwości związanych z arbitrażem — mianowicie w wersji TTIP, którą widziałem były zapisy sugerujące możliwość pozywania kraju, który wprowadził przepisy mogące potencjalnie zaszkodzić zyskom danej firmy. Żeby nie było, że wymyślam teorię spiskową na podstawie złego zrozumienia przepisu, odniosę się do faktycznej sytuacji, która nastąpiła w przypadku Kanady pozwanej (na podstawie ISDS zawartego w NAFTA) za wprowadzenie moratorium na wydobycie gazów łupkowych obecnymi metodami. Musieli już jednej firmie za to zapłacić, a że wątpliwości co do bezpieczeństwa obecnie używanych metod faktycznie istnieją, to jest to faktycznie dodatkowy koszt wprowadzania regulacji środowiskowych.

    To zasadniczo kończy listę argumentów, do których uważam, że niedostatecznie się Pan odniósł w artykule. Poza tym obawiam się że nie zgadzam się z Pana pełną gloryfikacją wolnego rynku, ale zapewne nie jest to coś co da się przedyskutować komentarzami w internecie. Krótko jedynie wspomnę, że monopole powstają niestety i bez udziału państwowego protekcjonizmu (bo nie wszystkie gałęzie gospodarki mają niskie koszty wejścia w konkurencję), wolny rynek nie rozwiązuje w żaden sposób problemów koordynacyjnych (ochrona środowiska jest podstawowym przykładem, ale podobnie można myśleć i o innych problemach) i lokalne maksymalizowanie produkowanej wartości (w czym wolny rynek oczywiście jest naprawdę dobry) nie zawsze jest naszym głównym celem.

    Jeszcze na koniec wspomnę, że w żadnym razie nie jestem przeciwnikiem wolnego handlu międzypaństwowego czy umów międzynarodowych go ułatwiających w ogólności. Jestem świadom, że taki wolny handel jest najprawdopodobniej najsilniejszą siłą zmniejszającą biedę na świecie (choć również zwiększającą nierówność; to jest jednak mimo wszystko mniej istotne), ale nie znaczy to że będę wszelkie takie umowy popierał.

  • Anna Dm

    Teraz nareszcie rozumiem dlaczego opuścił pan ciepłą banksterską posadkę na rzecz mniej płatnej w rządzie…po prostu liczy pan na więcej za lobbowanie na rzecz CETA!!! To co pan tu na ten temat wypisuje to tylko teoria, w dodatku lekko upiększona. Realne życie pisze nieco inne scenariusze!!! Po co się mamy uczyć na własnych błędach, skoro możemy na cudzych? Wystarczy popatrzeć jak inne kraje wyszły na podpisaniu umów w rodzaju CETA czy TTIP. Proszę nie zapominać,że siedzi pan na tej samej gałęzi, co reszta społeczeństwa, na razie ma pan dużo pieniędzy, a w perspektywie, za przepchnięcie CETA, może nawet finansowe ustawienie do końca życia, ale pieniądze nie są jadalne…

  • Katarzyna

    Hmm… racjonalista, którym się Pan mieni, powinien raczej twardo stąpać po ziemi. Natomiast wizja świata, że tak to ujmę, po CETA i TTIP przedstawiona przez Pana jest mocno idealistyczna i utopijna, niestety :( Sama idea wolnego handlu jest w porządku – i nie do tego mają zastrzeżenia różne protestujące środowiska. Polemizować można by z wieloma tezami w artykule z osobna, ale jest jedna wiodąca, która bije z każdej wypowiedzi – mianowicie niezachwiana wiara w uczciwość korporacji… Gratuluję, bo należy Pan do nielicznych osób, którym tę wiarę udało się tak długo zachować. Jako przykład podam chociażby aferę sprzed kilkunastu bodajże lat, z Gerberem produkującym żywność dla niemowląt, który – zgodnie z oczekiwaniami graniczącymi z pewnością – zapewniał, że owoce i warzywa użyte do produkcji soczków i przecierów pochodzą z ekologicznych upraw. Naga prawda okazała się jednakże brutalna… Przykładów można by mnożyć, więc Pana racjonalistyczna wizja świata jest mocno przereklamowana…

    • Adam Bolo Bolewski

      Korporacje mogą działać w sposób nieuczciwy, ale tak samo nieuczciwie mogą działać i mniejsze firmy, a nawet konsumenci. I nawet narodowość nie ma tu nic do rzeczy – to po prostu cecha ludzka.

      Jeśli wychodzi na jaw, że firma produkuje z innych składników niż mówi, to sprzedaż spada – tak działa wolny rynek, jeśli produkt nie spełnia wymagań.

      A jeśli sprzedaż „Gerberów” nie spadła, to widocznie nie o jakość chodzi konsumentowi, a o cenę.

  • sprytny kot

    Bardzo dobre wypunktowanie neokomunistycznych bredni na temat CETA i TTIP. Jestem włascicielem sredniej wielkosci firmy i obecne kilkudziesiecio procentowe cła utrudniają mi ekspansje na rynki amerykańskie. Dlatego to są totalne brednie, że na TTIP i CETA zyskują tylko wielkie korporacje, gdyż dla duzych korporacji – optymalizacja kosztów celnych – to żaden problem, natomiast dla mnie to bariera póki co nie do przeskoczenia!

  • KingPin

    Proszę o konkrety, jakie dla mnie będą korzyści, jeśli ta umowa (czy też TTIP, CETA) nie zostanie podpisana? Nie jestem rolnikiem, potrafię czytać informacje na produktach i korzystam z wolnego wyboru produktów, kupując często polskie. Argument, że nas zaleje do mnie nie trafia – przez całe życie byłem pod wodą k**rwa, „wyrosły mi skrzela”.
    A już być poinformowanym o porozumieniu z Koreą Południową, albo Japonią to już nie w spektrum zainteresowań, co ?
    W komunie chciano wolności, wyboru produktów, różnorodności – proszę weszliśmy po 15 latach do strefy wolnego handlu UE. To teraz się popier**liło, czy co, bo nie rozumie. Może w końcu trochę konsekwencji, albo przemyślanych długoterminowych decyzji !!!!