Koniec Nowoczesnej

Drukuj

Nowoczesna przestała istnieć jako samodzielna partia polityczna, a stała się satelitą skompromitowanej Platformy Obywatelskiej. Stało się tak wskutek decyzji Rady Krajowej Nowoczesnej z dnia 18. marca 2018 roku o zawarciu koalicji z Platformą Obywatelską na skrajnie niekorzystnych dla Nowoczesnej warunkach. Jako liberał nie mogę swoim nazwiskiem żyrować takiego iluzorycznego porozumienia, które sprowadza się do wchłonięcia liberalnej partii Nowoczesna przez etatystyczną PO. Z tego powodu postanowiłem zrezygnować z zasiadania w Radzie Krajowej i z członkostwa w partii Nowoczesna.

Wierzę w politykę opartą na wartościach, a nie na cynicznej grze o synekury. Nowoczesna, do której się zapisywałem w 2015 roku i z list której startowałem do Sejmu, miała być liberalną alternatywą wobec Platformy Obywatelskiej, a nie ugrupowaniem z nią współpracującym. Do wyborów szliśmy z postulatami wolnorynkowymi, jak choćby obniżka i spłaszczenie podatków, racjonalizacja wydatków publicznych, świecka szkoła i związki partnerskie.

Sam byłem kiedyś członkiem PO – w latach 2004-2012, kiedy wydawała się ona formacją liberalną. Wystąpiłem, gdy zaobserwowałem odejście od postulatów wolnorynkowych i dryf w stronę konserwatywnego światopoglądu i gospodarczego socjalizmu. Jednak największe niegodziwości Platformy Obywatelskiej ujawniły się później. W 2013 roku parlament, w którym większość miała koalicja PO-PSL, dokonał haniebnego czynu konfiskaty 153 miliardów złotych emerytalnych oszczędności Polaków z kont w Otwartych Funduszach Emerytalnych, zastępując je pustymi, bezwartościowymi zapisami księgowymi w ZUS. Jako że wirtualne sumy na tych kontach nie liczą się do wielkości długu publicznego, zagrabione Polakom oszczędności zostały natychmiast wydane na nieudolną próbę przedwyborczego poluzowania gospodarki w nadziei na trzecią kadencję rządów.

W 2015 roku Platforma Obywatelska wybrała „na zapas” dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego, dając po wyborach pretekst dla PiS do zagarnięcia tej instytucji. Nie usprawiedliwiając PiS, trzeba uznać, że konsekwencje tamtych działań ponosimy do dziś. Nieudolna polityka „ciepłej wody w kranie” uniemożliwiła przeprowadzenie reformy finansów publicznych i obniżek podatków przez osiem lat rządów. Przeciwnie, podatki zostały podwyższone – w szczególności podatek VAT, który to Platforma Obywatelska podniosła z 22 do 23%. Platforma zaniechała też załatwienia sprawy związków partnerskich, a w sprawach światopoglądowych zawsze stawała po stronie Kościoła katolickiego, a nie świeckiego państwa.

Wreszcie, rządy Platformy Obywatelskiej okazały się pasmem afer i skandali. Do dziś pamiętamy nagraną rozmowę byłego ministra, który spiskował z prezesem NBP jak łamiąc konstytucję wykorzystać bank centralny do emisji pustego pieniądza by pobudzić gospodarkę przed wyborami. Indolencja w jakikolwiek działaniach reformatorskich sprawiała zaś, że jedyną propozycją, jaką Platforma Obywatelska miała dla Polaków było „niedopuszczenie PiS do władzy”. Tym samym doprowadzili właśnie do rządów PiS.

Wstępowałem do Nowoczesnej właśnie dlatego, że nie godziłem się na wybór między socjalistyczno-konserwatywnym PiS, a socjalistyczno-konserwatywną PO. Chciałem działać w partii liberalnej i tego liberalizmu chcieli też wyborcy Nowoczesnej: partii wiarygodnej, wolnościowej, walczącej o niskie podatki i o ograniczone państwo, które nie wtrąca się w prywatne sprawy obywateli.

Kolaboracja z Platformą Obywatelską pozbawia Nowoczesną wiarygodności i racji bytu. Już w ostatnich miesiącach dotkliwie odczuwaliśmy skutki fatalnego, samowolnego ogłoszenia przez byłego przewodniczącego poparcia przez Nowoczesną kandydata Platformy Obywatelskiej na prezydenta Warszawy. W Warszawie Nowoczesna wystawiając silnego kandydata miała realne szanse na zwycięstwo, tymczasem popierając kandydata PO zmierza w polityczny niebyt.

Platforma Obywatelska wcale nie jest zainteresowana walką z PiS, a przywróceniem politycznego duopolu PO-PiS. Wtedy znów będzie mogła nie oferując niczego konstruktywnego oczekiwać, że Polacy na nich zagłosują ze strachu przed dalszymi rządami PiS. Tyle że to zgubna strategia, betonująca Polskę w konserwatywno-socjalistycznym marazmie na lata.

Ostatnie miesiące to czas, kiedy kampania przed wyborami samorządowymi – choć nieformalnie – już trwa. I w trakcie tej kampanii Platforma Obywatelska nieustannie prowadziła grę marginalizującą Nowoczesną. Po zawarciu kompromitującego dla Nowoczesnej układu Trzaskowski – Rabiej Platforma postępowała lekceważąco wobec Nowoczesnej, a działacze Nowoczesnej udawali, że tego nie widzą. Negocjacje do Rady Warszawy i Rad Dzielnic są nieustannie przedłużane i nic z nich nie wynika. Nie ma wątpliwości, że ewentualne porozumienie także w tym zakresie przybierze formę całkowitej hegemonii Platformy Obywatelskiej i da Nowoczesnej znikomą ilość miejsc dających szanse na mandat i to co najwyżej dla wąskiego grona najbardziej gorliwych wyznawców koalicji, dla których liberalne wartości Nowoczesnej mają drugorzędne znaczenie.

Przyjęte przez Radę Krajową Nowoczesnej na posiedzeniu 18. marca porozumienie z Platformą Obywatelską o koalicji do Sejmików Wojewódzkich jest totalną klęską Nowoczesnej. Wedle tego porozumienia Nowoczesna ma mieć jedynie 20 spośród 85 tzw. „jedynek” na listach do sejmików – ledwie 23,5%. Resztę zgarnie Platforma Obywatelska, której o wiele łatwiej będzie ze względu na posiadane zasoby prowadzić kampanię dla jej przedstawicieli z dalszych miejsc. To oznacza, że liczba członków Nowoczesnej z szansami na wybór do Sejmików będzie znikoma i na pewno znacznie mniejsza, niż ta na którą Nowoczesna mogła liczyć startując samodzielnie i oferując wyrazisty, wiarygodny liberalny program.

Politycznym celem Platformy Obywatelskiej było od dawna zlikwidowanie czy wasalizacja Nowoczesnej – w polskiej polityce używa się kolokwialnego określenia „zjedzenie przystawki”. Nowoczesna godząc się na koalicję z PO na zasadach hegemonii tej ostatniej de facto doprowadziła do samolikwidacji. Platforma Obywatelska nie ukrywa swoich intencji – oprócz nieczystej gry marginalizującej Nowoczesną od dawna politycy PO pozwalają sobie w przypływie szczerości na nawoływania do zjednoczenia Nowoczesnej i PO. Od dawna też próbowali zacierać różnice programowe i aksjologiczne. I niestety marginalizacja Nowoczesnej się im udała.

Władze Nowoczesnej nie są bez winy. Od dłuższego czasu brakowało wyrazistości w głoszeniu liberalnych postulatów. Zupełnie zapomniany był jeden z najważniejszych postulatów z kampanii wyborczej, czyli „3×16%”, zakładający wprowadzenie liniowego podatku PIT zamiast progresji podatkowej czy ujednolicenie stawki VAT. Niewystarczające były propozycje Nowoczesnej na rzecz ograniczania wydatków publicznych, które – nawet jeśli jako partia opozycyjna może to robić wyłącznie w sferze planów i projektów – jest niezbędne do wiarygodności w hasłach o obniżkach podatków. Krytyka socjalistycznego, drogiego i szkodliwego programu 500+ była zdecydowanie zbyt cicha. Proponowana przez Nowoczesną Aktywna Rodzina idzie w dobrym kierunku – nie premiuje bierności, pozwala za to na oszczędność budżetową – ale jest to krok o wiele za mały. Nawet ten alternatywny program kosztowałby aż 18 miliardów złotych rocznie (wobec 25 miliardów na 500+). Zupełnie więc zabrakło upomnienia się o los polskich podatników, którzy w pełni ponoszą koszty 500+.

Nowoczesna nie zawsze była konsekwentna w ochronie prawa własności. Choć upominała się o nią przy okazji sprawy handlu ziemią rolną czy wyłączania własnych terenów z obwodów łowieckich, to zabrakło tej troski w sprawie ustawy pozwalającej na wycinkę drzew na prywatnych terenach. Wbrew wszelkiej logice i liberalnym wartościom politycy Nowoczesnej przyłączyli się na początku 2017 roku do lewicowej nagonki na prawo właściciela ogródka do wycięcia stojącego w nim drzewa. Tamto postępowanie Nowoczesnej publicznie zresztą krytykowałem, ale w partii pozostawałem licząc na walkę o inne istotne postulaty, w których Nowoczesna stała po stronie liberalnej.

Niestety, zamiast konsekwentnej troski o wolność gospodarczą (z chlubnym wyjątkiem akcji „Kupuję kiedy chcę”, kiedy wspólnie walczyliśmy o wolność pracy i handlu oraz krytyki ustawy „Apteka dla aptekarza”), niskie podatki i neutralność światopoglądową, klub parlamentarny zaczął zajmować się tematami zastępczymi, jak choćby całkowicie groteskowy projekt ustawy o zwalczaniu tzw. „przemocy ekonomicznej”.

Tematy światopoglądowe są istotne i nie należy ich unikać, jeśli bronią one albo wolności jednostki (tu należy się pochwała za dobry projekt ustawy o związkach partnerskich) albo też innych obiektywnych wartości (przykładem mogą być prawa zwierząt – istot czujących i świadomych, gdzie przy udziale także Nowoczesnej udało się niedawno ograniczyć wszechwładzę myśliwych; liczę także że posłowie Nowoczesnej w całości poprą zakaz hodowli zwierząt na futra). Tworzenie jednak sztucznych pojęć o charakterze „nowomowy” i szukanie problemów całkowicie abstrakcyjnych, jak w wypadku wspomnianej „przemocy ekonomicznej” to droga donikąd.

Warto też zwrócić uwagę na lansowane przez niektórych członków Nowoczesnej skrajnie lewicowe postulaty w polityce miejskiej. Choć szkodzenie zmotoryzowanym poprzez ograniczenia ruchu, zwężanie ulic, opłaty za wjazd do centrów miast czy likwidacje miejsc parkingowych nigdy nie znajdowały szerokiego poparcia, to wracały one w kolejnych wersjach dokumentów programowych jak bumerang. Wreszcie, taka dyskryminująca kierowców retoryka trafiła do dokumentu określającego minimum programowe dla koalicji Nowoczesna-PO, gdzie czytamy o szaleńczych wizjach ograniczania ruchu samochodowego w centrach miast. Są to postulaty w oczywisty sposób godzące w interesy mieszkańców tych miast, którzy chcą wygodnie się przemieszczać.

Długo liczyłem na to, że Nowoczesna będzie kształtować liberalną wizję gospodarki i społeczeństwa. Po wielu momentach trudnych (np. przyjęciu nazbyt socjalnego programu w 2016 roku) były iskierki nadziei (jak choćby bardzo udana konwencja programowa w maju 2017 roku czy wybór Katarzyny Lubnauer na przewodniczącą partii właśnie pod liberalnymi sztandarami). Niestety, nowa przewodnicząca nie potrafiła powstrzymać unicestwienia Nowoczesnej i wchłonięcia jej przez PO. Nie tylko nie udało się wycofać z oddania walkowerem wyborów samorządowych w Warszawie, ale ten walkower objął teraz także inne miasta i sejmiki wojewódzkie.

Czarę goryczy przepełniły też słowa sekretarza generalnego Nowoczesnej, który na Radzie Krajowej zaproponował koalicję na wybory parlamentarne obejmującą już nie tylko Nowoczesną i PO, ale także marksistowską Partię Razem – ugrupowanie, które jest chyba najbardziej dalekie od ideałów Nowoczesnej, przy którym nawet PiS jawi się jako formacja niewinna i umiarkowana.

Dziś, niestety, na uratowanie Nowoczesnej jest już za późno. Nowoczesna jest kolejną zawiedzioną nadzieją liberalnego elektoratu. Po decyzji Rady Krajowej przestała istnieć jako samodzielna partia polityczna. Od teraz jest tylko tzw. „przystawką” Platformy Obywatelskiej. Grzegorz Schetyna uzyskał to co chciał.

Ja zaś z całą pewnością nie będę popierać socjalistycznej Platformy Obywatelskiej – partii hipokryzji i afer, nie zagłosuję także nigdy na żadnego z jej kandydatów. Dlatego właśnie występuję z Nowoczesnej, co oznacza także moją rezygnację z członkostwa w Radzie Krajowej tej partii. Będę bacznie obserwować scenę polityczną i poszukiwać na niej liberalnej alternatywy. Wierzę, że niemały elektorat liberalny prędzej czy później będzie miał na kogo głosować – i że będzie to formacja, która nadziei nie zawiedzie.

W chwili obecnej skupiam się na promocji idei liberalnych poprzez publicystykę oraz rozwój stworzonych z mojej inicjatywy Klubów Liberalnych. Kluby te działają od czerwca zeszłego roku, przeprowadziły ponad 20 debat na różne tematy w wielu polskich miastach i obecnie formalizują swoją działalność w formie stowarzyszenia. Misję Klubów widzę jako miejsce krytycznej dyskusji o rozumieniu rozmaitych wolności, promocji myśli liberalnej i popularyzacji wolnościowego systemu wartości w społeczeństwie zdominowanym obecnie niestety przez światopoglądy konserwatywne, narodowe i socjalistyczne.

O swojej indywidualnej przyszłości politycznej i ewentualnym starcie w wyborach – czy to samorządowych, czy przyszłorocznych parlamentarnych, będę informował w odpowiednim czasie, gdy pojawi się na scenie politycznej formacja zdolna do obrony wartości liberalnych, którym byłem i pozostanę wierny. Formacja broniąca konsekwentnie wolności gospodarczych, politycznych i światopoglądowych, kapitalistycznej gospodarki rynkowej oraz własności prywatnej, która będzie w tych postulatach wiarygodna, a nie będzie wchodzić w układy z politykami skompromitowanymi odpowiedzialnymi za naruszenia tych wolności.

Niniejsze oświadczenie podaję do wiadomości publicznej. Rezygnację z członkostwa w partii politycznej Nowoczesna złożę jeszcze dziś do odpowiednich organów statutowych.

Czytaj również
  • Artur

    Życzę panu powodzenia na nowej drodze, ale moim skromnym zdaniem niedzielnego czytelnika Liberte bezkompromisowość w polityce nie jest dobrą cechą i zawiedzie pana w to miejsce, gdzie teraz jest pan Janusz Korwin Mikke. Kwestia drzew na prywatnej działce czy ruchu samochodowego w mieście to nie są tematy, które da się rozstrzygnąć stojąc wyłącznie na gruncie prawa własności czy prawa wolnego wyboru. I jeszcze ten niepotrzebny komentarz odnośnie strajkujących kobiet swego czasu.

    • Marek Wójcikowski

      Zgadzam się w 100% w kwestii bezkompromisowości jako błędnej ścieżki i w kwestii tego, że sprawy drzew na prywatnych posesjach i ruchu w centrach miast są zdecydowanie zbyt zniuansowane, aby sprowadzać je do zerojedynkowego problemu mniej lub bardziej ograniczonej wolności jednostki. Stoję w tych kwestiach po stronie Nowoczesnej, mimo że uważam się za liberała.

      Jednak zgadzam się z Autorem, w kwestii tego, że Nowoczesna zdecydowanie straciła na wyrazistości i zdecydowanie za mocno „przytula się” do PO. Jest to szczególnie rażące, zważywszy na to, że PO jest teraz kierowana przez wybitnego koniunkturalistę bez żadnego kręgosłupa ideologicznego. Skończy się to dla .N marginalizacją w najlepszym wypadku a wchłonięciem przez PO w najgorszym. No i przede wszystkim partia utraci wiarygodność. Marnie to wygląda.

  • Maciej Janoszko

    Panie Jacku, pisze Pan że powodem odejścia z .N była decyzja o zbliżeniu z PO. Myślę jednak, że po prostu zobaczył Pan, że w Polsce nie da się nic osiągnąć w wymiarze politycznym, głosząc liberalne hasła. W systemie demokratycznym vox populi vox Dei. Nie trzeba być szczególnie przenikliwym aby przewidzieć, na kogo zagłosują ludzie, mając do wyboru rozdawców publicznych pieniędzy i tych, którzy mówią: zarób. To powoduje, że od lat scena liberalna w Polsce ogranicza się do kanapowych partyjek w rodzaju kolejnych wcieleń UPR/KorWin/Wolność, etc. i debat wśród studentów pierwszych lat ekonomii. Statystyczny Polak (jeśli można posłużyć się takim skrótem myślowym) nie znajduje w tych programach i hasłach nic dla siebie. To nie jest zarzut, tylko stwierdzenie faktu. Proszę zwrócić uwagę, jak mało osób (w skali całej populacji kobiet w Polsce) wyraża sprzeciw przeciwko przepisom antyaborcyjnym na przykład.

    Działania Nowczesnej czy PO, czyli bycie rozmemłanym, nieostrym, niedookreślonym bytem politycznym bez wyraźnej linii programowej, są o tyle mądre (tak, niestety), że zapewniają znacznie większe poparcie społeczne niż postulaty liberalne. Te ostatnie nie sa w stanie porwać milionów Polaków, żadne wielkie tłumy nie wyjdą na ulicę, by walczyć o zniesienie podatku VAT na przykład. Potrafię sobie jednak wyobrazić, że te tłumy by wyszły, gdyby liberałowie mieli chociaż część szansy na np. przeforsowanie pełnego rozdziału finansowego Państwa od Kościoła – wówczas na ulicach pojawiłoby się wielu „obrońców wiary” i też byłaby klapa.

    Wszystko wkazuje na to, że w Polsce trzeba iść środkiem, grzecznie i gęsiego, za bardzo się nie wychylając ani na prawo, ani na lewo. Marzy się, aby po takim teatrum liberalna partia zdobyła większość w parlamencie i wtedy zaczęła realizować plan wyzwolenia moralno-gospodarczego, ale wiemy doskonale, że tak się nie stanie. To się po prostu dalej nie będzie opłacać.

  • Michał Ruciński

    Panie Jacku bardziej nie mogę się z Panem zgodzić. Wypunktował Pan celnie wszystkie grzechy Nowoczesnej, wśród nich najgorszy – głosowanie przeciwko wycince drzew na prywatnym terenie. Obecnie moi sąsiedzi i ja nie obawiamy się, że gdzieś wyrośnie na działce drzewo. Sąsiedzi już nie koszą wszystkiego do „gołej ziemi” bo wiedzą, że za kilka lat będą mogli wyciąć drzewo bez kłopotów w administracji, donosów,… Dzika i uporządkowana zieleń zasiedla poletka a doprowadziło do tego paradoksalnie liberalne PiS. W tamtym dniu już Nowoczesna zakneblowała sobie usta i przestała być potrzebna na scenie politycznej.

    • Artur

      Euforia bez większego uzasadnienia. Prawo było już zliberalizowane za poprzedniego rządu. Za Szyszki weszła ta sławna kontrowersyjna skrajnie liberalna ustawa, ale w lipcu zeszłego roku została ponownie zmieniona. Obecnie obowiązujące przepisy przywróciły obowiązek zgłaszania wycinki. Obowiązuje także taryfikator za wycinki.