Liberalizm a prawa zwierząt

Drukuj

Pojawił się niedawno projekt ustawy zaostrzającej kary za znęcanie się nad zwierzętami. Dotąd były one zupełnie symboliczne i praktycznie nieegzekwowane. Zgodnie z nowym projektem za okrucieństwo wobec zwierząt grozić będzie nawet 5 lat więzienia i 100 tysięcy złotych nawiązki. To dobry pomysł i mam nadzieję, że spotka się z poparciem wszystkich opcji politycznych. Nie mam żadnej sympatii dla obecnego rządu (a to z Ministerstwa Sprawiedliwości wyszła ta inicjatywa), ale w tej sprawie sympatie polityczne należy odłożyć na bok. Kwestia praw zwierząt powinna być przedmiotem zainteresowania także ze strony liberałów. W niniejszym artykule pochylmy się właśnie nad kwestią natury tych praw.

Temat praw zwierząt często wraca do debaty publicznej. Okazji ku temu jest wiele: dyskusje o wegetarianizmie czy weganizmie; wiadomości o bestialskim traktowaniu zwierząt przez różnych psychopatów; zakazy występów cyrków z udziałem zwierząt; lobbying myśliwych; spory polityczno-prawne o ubój rytualny czy hodowlę zwierząt futerkowych. Problematyka ta jest istotna nie tylko z punktu widzenia moralności indywidualnej, ale także uregulowania prawnego. Rozsądne, liberalne stanowisko nie jest tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać gdyby stosować zasady właściwe dla stosunku człowieka wobec rzeczy. Zwierzę nie jest rzeczą, toteż wolność człowieka podlega ograniczeniom nie tylko względem innego człowieka, ale i zwierząt, choć oczywiście nie w tym samym stopniu.

 

Wolność człowieka nigdy nie jest bezwzględna co wynika z samej natury wolności. Wolność bezwzględna jednej jednostki prowadziłaby do ograniczenia wolności innej jednostki, toteż za granicę wolności (nie naruszającą istoty wolności – a przeciwnie: istotę tę gwarantującą) jednego człowieka wobec drugiego uchodzi właśnie prawo i wolność innej jednostki. Obie jednostki są równe względem tej definicji – obu przysługuje ten sam, równy zestaw praw i wolności (postrzeganych raczej negatywnie: wolność od przemocy, od pozbawienia życia czy własności, a nie prawo do czegoś, co mają dostarczyć inni). Względem zwierząt nie możemy zastosować tej samej reguły. Powszechnie uznajemy wartość życia człowieka za wyższą niż zwierzęcia, co wynika z faktu, że tylko człowiek posiada zdolność rozumowania i myślenia abstrakcyjnego czy refleksji i wszystko to, co określamy mianem godności człowieka. Z drugiej jednak strony, stwierdzenie tej nierówności nie oznacza, że zwierzę nie ma żadnych praw.

 

Na pozór trudne jest opisanie relacji między prawami człowieka a prawami zwierząt. A jednak mamy całkiem dobre wyznaczniki, które pozwalają nam odróżnić dobro i zło – czy może lepiej: to co jest tolerowane, od tego co tolerowane być nie powinno – w kwestii obchodzenia się ze zwierzęciem. Wtedy zaś jesteśmy o krok od definiowania praw zwierząt i możemy przystąpić do określania norm prawnych, które nie będą naruszać istoty praw i wolności człowieka, a mimo to będą respektować prawa zwierząt, a także do wyznaczania – niewiążących prawnie – wskazówek moralnych.

 

Najistotniejszym czynnikiem jest rozróżnienie, na ile cierpienie czy pozbawianie zwierzęcia życia jest konieczne i nieuniknione, a na ile wynika z wyboru, pójścia na łatwiznę, a może z jakiejś nieracjonalnej ideologii, które jednak nie wyczerpuje warunku konieczności. Okrucieństwo wobec zwierząt dla rozrywki i celowe zadawanie cierpienia zasługuje na szczególne potępienie i wymaga kary. Z drugiej strony pozbawianie życia zwierząt chorych czy zagrażających otoczeniu – przy zachowaniu humanitarnych warunków i minimalizacji cierpienia budzi mniejsze wątpliwości moralne, a tym bardziej prawne. Gdzieś pomiędzy leży pełne spektrum przypadków, obejmujących dylematy etyczne i implikacje prawne. Normy etyczne mogą sugerować wegetarianizm jako preferowany styl życia względem jedzenia mięsa, ale fakt, iż mięso dla większości społeczeństwa pozostaje źródłem pokarmu daje uzasadnienie prawne, by zabicie zwierzęcia celem zaspokojenia potrzeb żywieniowych pozostawało legalne. Warunek konieczności jest tu spełniony. Wymaga on jednak także minimalizacji związanego z tym cierpienia, a więc humanitarnego chowu i uboju.

 

Istotne jest odpowiednie przypisanie wagi poszczególnych praw, tak człowieka jak i zwierząt, rozpatrzenie jakie postawy powinny być prawnie zakazane i karane, jakie budzą opór moralny, ale prawnie muszą być dozwolone i wreszcie jakie są etycznie dobre. Porządek prawny w Polsce uznaje przecież istnienie praw zwierząt, ale zakres ich ochrony pozostawia wiele do życzenia.

 

Jako liberał, uznaję prawo każdego człowieka do dysponowania swoją własnością rzeczy wedle własnego uznania, ale zwierzę nie jest rzeczą. Nie jest też ono oczywiście człowiekiem i zakres jego ochrony nie jest tożsamy z zakresem ochrony człowieka. Wielu myślicieli odnosiło się do kwestii praw zwierząt, choć na różnych płaszczyznach. Locke bronił ich jedynie z tego powodu, że okrucieństwo wobec zwierząt może się przełożyć na okrucieństwo wobec ludzi, ale już Rousseau w wyższości człowieka nad zwierzęciem widział odpowiedzialność. Bentham dopuszczał wykorzystywanie zwierząt dla dobra ludzkości, ale zadawanie bezcelowego cierpienia uznawał za okrucieństwo. Podobnie z utylitarystycznych koncepcji czerpał Peter Singer, twórca teorii „wyzwolenia zwierząt” opierającej się w dużej mierze na minimalizacji zła wyrządzanego zwierzętom, bo jego zdaniem kwestia praw zwierząt opiera się właśnie na minimalizacji cierpienia. Tom Regan z samej wartości życia i świadomości dowodził posiadanie przez zwierzęta zupełnie obiektywnych praw. Prawa takie, wynikające z podmiotowości życia dotyczą jednak oczywiście tych spośród zwierząt, których fizjologia umożliwia pewien zakres odczuć (przyjemnych czy przykrych) bądź emocji. Choć Singer i Regan wywodzą prawa zwierząt z zupełnie innej perspektywy, to oba stanowiska dowodzą konieczności zagwarantowania zwierzętom pewnych form ochrony. Prawdziwym pytaniem staje się więc nie tyle kwestia ważności praw zwierząt jako takich, lecz interpretacji tych  praw w kontekście konkretnych przypadków.

 

Prawo powinno surowo karać za zbędne okrucieństwo we wszelkich jego formach. Chuliganizm czy znęcanie w warunkach domowych nie są jedynymi przypadkami bezsensownego okrucieństwa. Nie do zaakceptowania są wszelkie formy uboju zwierząt, które zadają cierpienie większe niż jest to konieczne. Moralnie chwalebne jest wykazywać większą troskę o zwierzęta (i dążyć do  życia bez szkody dla zwierząt), ale to nie może być przedmiotem jakiegoś szczególnego przymusu ze strony państwa. W pełni za to uzasadnione jest zakazać dręczenia czy zabijania zwierząt dla rozrywki czy zbytku. W tym kontekście z pełnym przekonaniem autor niniejszego felietonu popiera wprowadzenie powszechnego zakazu wykorzystywania zwierząt w cyrkach, polowań innych niż odstrzał niezbędny z przyczyn ekologicznych oraz hodowli zwierząt futerkowych. Popieram także zaostrzenie kar za okrucieństwo wobec zwierząt.

Czytaj również