Ileż tej „lewicy”?

Nie trzeba nam kolejnych partii i koalicji „lewicowych”. Nowej socjaldemokracji czy socjalizmu, czy to na wzór skandynawski czy radziecki, a nawet północnokoreański. Samozwańczych reprezentantów, przepraszam za brzydkie słowo, „prekariatu”, czy działaczy (słowa jeszcze brzydsze) „związków zawodowych”. Sojuszy postkomunistów czy nowej lewicy postkomunizmem podobno nieskażonej. Socjaliści – niestety – od dawna dominują na polskiej scenie politycznej. […]