Państwo stojące na głowie

Drukuj

Centrum Zdrowia Dziecka składa zawiadomienie do prokuratury na doktora Marka Bachańskiego który leczył małych pacjentów chorych na padaczkę marihuaną. Leczył bardzo skutecznie, z fantastycznymi wynikami. Ministerstwo Zdrowia dołącza się do szykanowania lekarza za to, że leczył. Podobno miał on nie dopełnić jakichś biurokratycznych procedur, ale idiotyczny zarzut o narażeniu w ten sposób "zdrowia i życia pacjentów" szkoda komentować.

Rodzice Andrzeja Dołeckiego – działacza Wolnych Konopi – siedzą w areszcie za sprowadzenie dla jego chorej na raka babci oleju konopnego, który to olej spowalnia rozwój choroby ale przede wszystkim działa przeciwbólowo. O rekreacyjnych użytkownikach konopi (używki praktycznie nieszkodliwej w porównaniu z alkoholem czy tytoniem) już tutaj tylko na marginesie, choć od lat są głównymi ofiarami policyjnych represji.

Tymczasem na wolności są cwaniacy wykorzystujący złe prawo i sprzedający legalne dopalacze (o tym jak nieskuteczna jest z nimi walka chyba nikogo nie trzeba przekonywać). Setki różnych substancji, o nieznanym składzie i bardzo często śmiertelnie toksycznych właściwościach od lat są dostępne i właściwie nikt nie poniósł dotąd odpowiedzialności za śmierć i choroby wielu użytkowników. A rynku dopalaczy przecież by nie było gdyby nie złe prawo – po co kto miałby ryzykować życiem i zdrowiem, gdyby dostępna była substancja legalna i niemal nieszkodliwa, dobrze znana i zbadana, a dająca poszukiwany przez użytkowników efekt.

Prawo i wymiar sprawiedliwości w temacie konopi i temacie dopalaczy stoją na głowie. Zresztą, nie tylko w tym temacie.

Zbigniew Stonoga ma zarzuty za ujawnienie „materiałów śledztwa”, choć wiemy że chodzi głównie o ujawnienie afer dotykających przedstawicieli władz. Nie będę go próbował przedstawić jako chwalebnej postaci – wręcz przeciwnie: odrzuca mnie jego skrajnie prostacki i wulgarny język, obelżywe wypowiedzi, często o charakterze antysemickim, i – jak by nie patrzeć – lekceważący stosunek do prawa. Nie zmienia to jednak faktu, że przede wszystkim, bez względu na stojące za tym intencje, jest tzw. „whistleblowerem” – osobą która ujawnia i nagłaśnia skandale. Nie sugeruję, by dawać mu immunitet za faktycznie popełnione występki, lecz nadzwyczajna aktywność sądów i prokuratury akurat w sytuacji, gdy ujawnił aferę w katowickim sądzie, i nagłośnił znaną już aferę podsłuchową (publikując akta) w momencie kiedy władze zamiotły ją pod dywan, każe się dobrze zastanowić czy wymiar sprawiedliwości faktycznie jest niezależny.

Najbardziej istotny element afery podsłuchowej: sprawa „dealu” ministra i prezesa banku centralnego na rzecz ominięcia art. 220 ust. 2 Konstytucji RP – raczej nie doczeka się wymaganego prawem rozstrzygnięcia (np. kary więzienia za przekroczenie uprawnień). Tutaj prokuratura wyjątkowo szybko umorzyła postępowanie (oczywiście oprócz odpowiedzialności karnej obaj panowie przyłapani na ustalaniu szczegółów „dealu” powinni ponieść odpowiedzialność konstytucyjną przed Trybunałem Stanu, ale do tego akurat wola polityczna byłaby już niezbędna). Ściga za to wszystkich „whistleblowerów”, od dziennikarzy Wprostu (redaktor Latkowski nękany jest przez prokuraturę po dzień dzisiejszy), którzy ujawnili aferę, po właśnie Zbigniewa Stonogę, który nie pozwolił o aferze zapomnieć.

Z pozoru to dwie zupełnie różne sprawy. Obie jednak pokazują, że państwo w jakim żyjemy jest chore, nastawione na obronę przywilejów władzy, jej ideologii i biurokratycznych procedur. I niestety tej choroby chyba nie da się wyleczyć konopiami.

Czytaj również