Wolność światopoglądowa i wolność gospodarcza w jednym koszyku

Drukuj

Wolność jednostki często bywa dzielona na kategorie. Wyróżnia się więc wolności z jednej strony gospodarcze, z drugiej zaś światopoglądowe, polityczne, obywatelskie. Siły uważające się za "prawicowe" często bronią wolności gospodarczych zaniedbując światopoglądowe, zaś "lewicowe" czynią na odwrót - co zresztą dowodzi nieadekwatności pojęcia "prawicy" i "lewicy". Wolność jednostki jest bowiem pojęciem integralnym. Zaniedbanie wolności gospodarczych prowadzi przecież do niemożności korzystania z wielu praw politycznych. Przykładowo, państwowa własność środków przekazu czy finansowanie ich przez spółki skarbu państwa ograniczyłaby wolność przekazu i przepływu informacji. Podobnie, restrykcje światopoglądowe, narzucanie tej czy innej wizji świata oznaczałoby niemożność ochrony własności prywatnej i dysponowania nią.

Już wkrótce, gdy wybierzemy się w którąś niedzielę do supermarketu lub galerii handlowej i zastaniemy je zamknięte na cztery spusty, boleśnie na własnej skórze doświadczymy pozbawienia zarówno wolności światopoglądowych, jak i gospodarczych. Bo właśnie ideolodzy antywolnościowi prawa do handlu chcą nas pozbawić z pobudek ideologicznych opartych o dwa filary: interwencjonizm gospodarczy i podporządkowanie państwa Kościołowi katolickiemu. Nie bez znaczenia jest oczywiście rola partykularnych interesów politycznych rządzącej partii, która spłaca zobowiązania tak wobec jednego ze związków zawodowych jak i wobec hierarchów Kościoła.

Handlu w niedzielę zakazać więc chcą ci, których Ayn Rand nazywała „mystics of spirit” (zwolennicy podporządkowania jednostki religii – przeciwnicy wolności światopoglądowej), ale też, w szerszej koalicji, „mystics of muscle” (kolektywiści, którzy przemocą jednostkę gotowi są podporządkować ogółowi – przeciwnicy wolności gospodarczej).

Wolność gospodarcza

Tylko pozornym paradoksem jest bliski sojusz przeciw wolnemu handlowi, w jakim ewidentnie tkwi rządzące Prawo i Sprawiedliwość oraz pozaparlamentarna Partia Razem. O ile co do „lewicowości” Partii Razem nikt nigdy nie miał wątpliwości, to marketing polityczny oparty na wartościach katolickich, narodowych i konserwatywnych w popularnym ujęciu pozycjonował produkt PiS na rzekomej „prawicy”. To oczywiście zupełnie puste hasło – gdyż nawet gdyby się trzymać w/w podziału prawica/lewica, program i polityka gospodarcza Prawa i Sprawiedliwości od dawna plasują tę partię w radykalnym nurcie socjalistycznym. O ile praktyka rządów z lat 2005-2007 była jeszcze pod tym względem niejednoznaczna, o tyle rządy, które na nieszczęście dla Polski trwają od 2015 r., oddalają nas od gospodarki rynkowej i przybliżają do centralnie planowanej z rozdętym systemem socjalnym, opresyjnym systemem podatkowym, nadmierną regulacją, relatywizacją prawa własności prywatnej, rosnącym udziałem skarbu państwa w gospodarce i odchodzeniem od mechanizmów rynkowych. Przez te tylko dwa lata m.in. wprowadzono nowe podatki (choćby bankowy, który w opłatach za usługi finansowe ponosimy wszyscy), de facto zniesiono prawo własności ziemi poprzez uniemożliwienie handlu nią, wydano grubo ponad 30 miliardów zł na nieefektywny, kosztowny i wątpliwy etycznie program 500+, „zrepolonizowano” (czyli znacjonalizowano) wiele przedsiębiorstw, zwłaszcza banków i wydano ogromne pieniądze na promocję partii rządzącej ze środków spółek skarbu państwa. Grozi nam też m.in. przejęcie reszty oszczędności emerytalnych oraz likwidacja prawa do wykorzystania urlopów w kolejnym roku. Obniżenie wieku emerytalnego – nie do utrzymania w dłuższym okresie – przyśpieszy w zasadzie już nieuchronne bankructwo systemu emerytalnego w obecnym kształcie. Gdyby odjąć retorykę narodowo-katolicką PiS, kwestie praw mniejszości i ogólnie pojęty konserwatyzm i ksenofobię, różnice między PiS a Partią Razem zacierają się. Programy ekonomiczne obu ugrupowań, nawet jeśli pisane innym słownictwem, są co do istoty podobne.

O co więc chodzi socjalistom z obu partii gdy chcą Polakom odebrać możliwość handlu i pracy w niedziele? Retoryka odnosi się do „praw pracowniczych” i wypoczynku. Oto ich zdaniem niedziela musi być dniem odpoczynku dla rzekomo „wyzyskiwanych” pracowników handlu, którzy powinni mieć możliwość zjedzenia w ten właśnie dzień obiadu z rodziną. Powołują się na frazesy w stylu „przymusu ekonomicznego”, który ma ponoć prowadzić do tego, że pracownicy w niedziele pracują wbrew własnej woli i oto ich los się poprawi jeśli sklepy tego dnia zostaną zamknięte.

To nic, że w wyniku wprowadzenia zakazu handlu w niedziele, wedle różnych szacunków od 50 do 100 tysięcy pracowników handlu może stracić pracę. Dni odpoczynku (bezpłatnego, chyba że na płatnym przez pewien czas zasiłku dla bezrobotnych) nie jeden czy dwa w tygodniu, ale siedem wyraźnie są nie stanowią dla socjalistów większego problemu.

Zakaz dotknąłby zresztą nie tylko pracowników marketów, ale również usług powiązanych z działalnością galerii handlowych, które w wypadku zakazu handlu staną się nieopłacalne. To wiele biznesów, często małych i średnich przedsiębiorstw. To także wiele niewielkich sklepów, do obsługi których nie wystarczy jednak by właściciel stanął za ladą. I choć jestem przeciwnikiem jakiegokolwiek dyskryminowania przedsiębiorców zagranicznych, to warto jednak wskazać, że oprócz „tych złych” (w retoryce rządzącej partii) francuskich czy niemieckich marketów najbardziej ucierpią małe polskie sklepy (zwłaszcza te w strefie przygranicznej) oraz średniej wielkości sieci handlowe, w ogromnej części też polskie.

Mało obchodzi zwolenników zakazu fakt, że wiele osób, szczególnie studentów, dorabiających sobie weekendami może nie mieć możliwości znalezienia jakiegokolwiek zatrudnienia. To zaś może spowodować problemy z utrzymaniem się (choćby właśnie w trakcie studiów) dla całkiem sporej grupy osób. Ale tu jak widać „wrażliwość społeczna” zwolenników zakazu nie sięga.

Zwolennicy zakazu właściwie zupełnie otwarcie manifestują, że nie obchodzi ich też interes klientów. A tu przecież mówimy już nie o 100 tysiącach osób, które mogą stracić pracę, ale o nas wszystkich. Pewnie jest część z nas, którzy znajdą czas na większe zakupy w piątek czy sobotę. Niewątpliwe jest jednak, że znaczna część społeczeństwa po prostu nie ma takiej możliwości. Dla wielu (w tym autora tych słów) niedziela często bywa jedynym dniem, kiedy mają czas wyjść na zakupy, gdy resztę tygodnia poświęcają na inne obowiązki, zawodowe czy prywatne. Zupełnie bez znaczenia dla zwolenników zakazów i regulacji jest też kwestia wyboru co do czasu i formy zakupów. Ma być jak socjaliści nakażą i kropka. Nie masz czasu zrobić zakupów w inny dzień niż w niedziele, to nie rób ich w ogóle.

No a jak jest z tym rzekomym przymusem pracy w niedziele? Podejmując zatrudnienie w dowolnym sektorze decydujemy się zawrzeć umowę z pracodawcą (abstrahując od formy prawnej tej umowy), na warunkach jakie obie strony określą. Argument o „przymusie” jest tu więc tak absurdalny jakby pracownik biurowy pracujący od 9 do 18 z godzinną przerwą na lunch od poniedziałku do piątku miał się skarżyć na przymus pracy w te właśnie dni i godziny. Podejmując pracę, przyjmując umowę zlecenie lub o dzieło zobowiązujemy się do wykonywania określonych czynności. Zawsze wysiłek ten wiąże się z pewną niedogodnością (wszyscy wolelibyśmy odpoczywać niż pracować gdyby było to bez wpływu na nasz stan materialny), toteż za pracę tę otrzymujemy wynagrodzenie w wysokości jaką ustalimy z pracodawcą lub zleceniodawcą.

Mniej radykalne od PiS, Razem i „Solidarności” propozycje polepszenia losu pracowników przygotował OPZZ. Wedle nich pracownicy za pracę w niedzielę mieliby otrzymywać wyższe nadgodziny i mieć co najmniej dwie niedziele wolne w miesiącu, bez konieczności zamykania sklepów. To propozycja zapewne mniej szkodliwa od pomysłów rządu i skrajnej lewicy, ale nadal budząca pewne wątpliwości. Obecne regulacje w zakresie pracy i tak wydają się nadmierne, a ochrona pracowników nadzwyczajnie wysoka. Wymiar godzinowy i minimalny czas odpoczynku od dawna są regulowane, nie ma więc pracowników którym nie przysługuje dzień wolny w tygodniu. Niedawno wprowadzono wątpliwą ekonomicznie i moralnie minimalną stawkę godzinową. Ciągle podnoszona jest też miesięczna płaca minimalna i to bez żadnego zróżnicowania ze względu na zamożność poszczególnych regionów, ograniczając w ten sposób swobodę dwóch stron w zakresie zawierania umów i utrudniając zatrudnianie pracowników najmniej wykwalifikowanych w najbiedniejszych regionach. To zresztą przykład kolejnej regulacji, która mając pomagać pracownikom, w rzeczywistości im szkodzi. Jeśli znów usztywnimy koszty pracy w niedziele, zapewne nie pozostanie to bez wpływu na zatrudnienie, choć uczciwie należy zaznaczyć, że wpływ ten będzie mniejszy niż w wypadku zakazu handlu. Obowiązek zapewnienia dwóch wolnych niedziel dla każdego pracownika też dla wielu (choćby wspomnianych studentów dorabiających głównie w weekendy) zapewne okazałby się niekorzystny, choć to ich właśnie propozycje te miałyby chronić. Mimo wszystko propozycje te mogą być punktem wyjścia do dyskusji nad tym, by zapewnić z jednej strony swobodę wyboru dla konsumentów i przedsiębiorców, z drugiej odnieść się do kwestii przestrzegania praw pracowników – tylko prawa te definiujmy w kontekście przestrzegania umów jakie dobrowolnie dwie strony ze sobą zawierają.

Wolność światopoglądowa

Nie da się ukryć, że w dążeniach PiS do wprowadzenia zakazu handlu w niedziele oprócz pobudek socjalistycznych są też te podyktowane ideologią teokratyczną. Szczerze, dziwię się podobno świeckiej Partii Razem, że daje się w rozgrywkę PiS wciągać i popiera niedorzeczne postulaty, będące z punktu widzenia świeckości państwa nie do zaakceptowania. W obecnych realiach politycznych, gdy wielu hierarchów Kościoła katolickiego stanowi zaplecze polityczne rządzącej partii, a partia ta ma wobec kościoła „dług wdzięczności” za mniej czy bardziej otwarcie manifestowane poparcie w wyborach, można z pewnością stwierdzić, że to właśnie pobudki teokratyczne prowadzą do procedowania tej ustawy. Konsekwentnie, to nie tylko nasza wolność gospodarcza będzie tłamszona przez zakaz handlu w niedzielę, ale też wolność światopoglądowa. „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił” – to jest prawdziwy powód, dla którego antykonsumencki, antyprzedsiębiorczy i wbrew obłudnej retoryce antypracowniczy zakaz handlu popiera Prawo i Sprawiedliwość. Głównym powodem, dla którego sklepy mają zostać w „święty dzień tygodnia” zamknięte jest spełnienie wyrażanej bardzo stanowczo zachcianki upolitycznionego Kościoła, który desperacko poszukuje sposobów na przyciągnięcie wiernych na niedzielne msze, na które z roku na rok uczęszcza coraz mniejsza część społeczeństwa.

W ten sposób zakaz handlu w niedziele wpisuje się w szereg ideologicznych działań i postulatów obecnie rządzącej partii, mających na celu z jednej strony wymuszenie wdrożenia w życie poglądów wielu radykalnych posłów PiS, z drugiej zaś – utrzymanie politycznego przymierza z Kościołem. Zakaz handlu w niedziele to więc element tej samej układanki co utrzymywanie stanu prawnego dyskryminującego mniejszości LGBT (brak związków partnerskich stawia Polskę na marginesie cywilizowanego świata); próby eliminacji zapłodnienia in vitro; dążenia do wprowadzenia ustaw godzących w prawa kobiet; uprzywilejowanie prawne Kościoła (choćby w zakresie obrotu ziemią czy utrzymywana od dłuższego czasu nierówność w zakresie ochrony danych osobowych, nie wspominając o gigantycznych przywilejach finansowych); indoktrynacji w szkołach; świeże pomysły na „weryfikację postaw etycznych” nauczycieli (co może oznaczać wydalanie z zawodu niewystarczająco gorliwie wierzących); niekonstytucyjne ustaw o zgromadzeniach chroniące „miesięcznice smoleńskie” przed kontrmanifestacjami; paternalistyczne regulacje ograniczające swobody jednostki nieszkodzących innym; utrzymywanie i nadużywanie do celów politycznych archaicznych przepisów o „ochronie kultu religijnego” (znów przykładem bywają zarzuty stawiane uczestnikom kontrmanifestacji „smoleńskich”); ideologiczny, propagandowy i często zwyczajnie kłamliwy przekaz w państwowych lub zależnych od obozu władzy mediach. To także element tego samego ciągu działań, które jednostkę mają uczynić bezbronną wobec państwa – jak stopniowe niszczenie niezależnej od rządu władzy sądowniczej, czy dokonane już pełne upolitycznienie prokuratury i faktyczna likwidacja legalnego Trybunału Konstytucyjnego.

Świeckim ugrupowaniom socjalistycznym popierającym zakaz handlu gratuluję pisowskiego towarzystwa w tych  dążeniach: bliski towarzysz ideowy „lewicy” domagającej się dziś tego zakazu miał nazywać tak postępujących mianem „pożytecznych idiotów”. W krucjacie PiS wymierzonej w wolność gospodarczą i wolność światopoglądową, a nastawionej na zapewnienie partii rządzącej kontroli nad kolejnymi dziedzinami życia jednostki, pełnią taką właśnie rolę. Sam PiS natomiast po raz kolejny pokazuje, że nie wpisuje się nawet w rolę tzw. „prawicy”, ale partii jednoznacznie antywolnościowej we wszystkich wymiarach. A najnowsze doniesienia w chwili pisania tego tekstu mówią nawet o propozycjach rozszerzenia zakazu także na niektóre soboty!

====

Niedawno rozpoczęła się zbiórka podpisów pod petycją domagającą się rezygnacji z planów zakazu handlu w niedziele. Dla dobra konsumentów i pracowników, ale przede wszystkim dla obrony wolności gospodarczych i światopoglądowych – zachęcam do podpisania (online lub na licznych zbiórkach prowadzonych najczęściej przed centrami handlowymi). Treść petycji znajduje się tu: https://kupujekiedychce.pl/

Czytaj również
  • Wiesław Kasprowicz

    Serdecznie dziękuję za ten tekst, ponieważ już myślałem, że na uniwersyteckim kursie politologii uczyli mnie nierzetelnie. A tam właśnie dowiedziałem się , że pozycjonowanie partii politycznych odbywa się na podstawie zarówno jej programu jak i praktycznego jej działania. Zatem ma Pan rację. Zarówno PIS jak i Razem to partie na wskroś lewicowe w swym programie gospodarczym. Z tą jednak różnicą , że Razem jest także lewicowa w swoim programie jeżeli chodzi o światopogląd. Jest otwarta na świat, popiera związki partnerskie, opiera swoje poglądy o zdobycze nauki itd. itp. PiS natomiast jest konserwatywny w swych poglądach nawet bardziej jak zatwardziali konserwatyści w USA. W dodatku podlewa ten swój konserwatyzm nacjonalizmem i homofobią. W tej sytuacji zaczyna to pachnieć wszystko narodowym socjalizmem.
    Co do gospodarczych aspektów zaproponowanych zmian, jako praktyk gospodarczy, także uważam projektowaną ustawę jako kolejne ograniczenie wolności gospodarczych, które to ograniczenie może mieć dużo dalej idące konsekwencje, niż te które Pan wymienia. Coś czuję , że równolegle z pracami komisji sejmowej, w wielu kancelariach w Europie trwa burza mózgów prawniczych w wyniku której ma paść odpowiedz na pytanie jak zrekompensować sobie niewątpliwe straty z tytułu dysponowania majątkiem, bez możliwości jego wykorzystania z powodu nałożonego kagańca ustawowego. Wcale się temu nie dziwię , ponieważ znam stawki za wynajem powierzchni w centrach handlowych. Konsekwencje tych działań odbiją się więc nie na właścicielach obiektów ale na całej rzeszy polskich sieci handlowych ale i produkcyjnych np. CCC. Są zatem trzy możliwości, albo zrezygnują z najmu, albo wystąpią z roszczeniem wobec państwa, albo przerzucą koszty na klientów. Tak czy tak zapłacimy wszyscy.
    A tak na marginesie. Petycja podpisana .

    • bartyzelliberte

      Dziękuję za ten komentarz. Tak, co do innych konsekwencji, niewymienionych przeze mnie a wymienionych przez Pana – ma Pan rację. Konsekwencje będą bardzo szerokie, ja po prostu skupiłem się na pracownikach, których w obłudnej socjalistycznej propagandzie zakaz miałby chronić. Ale oczywiście przykłady podane przez Pana też trafne.